Piramida zdrowia by Esencja

07 Wrz Moja subiektywna piramida zdrowia.

Moja piramida zdrowia na pierwszy rzut oka jest banalna i nie różni się niczym od powielanych tysiąckrotnie utartych schematów. Jest prosta, ale wiecie co? W prostocie tkwi tajemnica zdrowia fizycznego i psychicznego, a ja Wam zdradzę coś co jest jednak w niej najcenniejszego i zrobię to w troszkę inny sposób niż może byście się tego spodziewali. Nie znajdziecie tu konkretnych wskazówek, bo te już wielokrotnie wymieniałam w swoich artykułach, ale poznacie prawdę, która towarzyszy mi w codziennym życiu.

Nigdy nie sądziłam, że będę wyznawać proste zasady. Zawsze byłam niespokojną duszą, niepokorną osobą, wiecznie zabieganą, idącą często pod prąd, miotaną skrajnie różnymi uczuciami, wydawało mi się, że skomplikowaną. Teraz z perspektywy lat myślę sobie, że to była niedojrzałość. Nie mam tutaj na myśli tylko i wyłącznie wieku, ale przede wszystkim postawę życiową i wiele, wiele elementów, które się na nią składają, najogólniej rzecz ujmując mieszankę wiedzy, doświadczenia, charakteru i chęci.

Anegdota

Może Was rozbawi ta anegdota, ale wiele lat temu miałam chłopaka, którego pasją była astrologia. Pewnego dnia wrócił do domu z jednego z kolejnych spotkań czy warsztatów ze znanym astrologiem lekko przerażony tajemną wiedzą na mój temat, której nigdy mi nie zdradził. Otóż ów astrolog (a był to znany autorytet w tej dziedzinie) postawił mój horoskop i wyszły tam rzekomo straszne rzeczy. Ja w takie praktyki nie wierzę, więc niespecjalnie byłam zainteresowana i przejęta, ale moją ciekawość budził niepokój mojego chłopaka i fakt, że astrologia jest jednak oparta na jakiejś wiedzy. Dla wyjaśnienia dodam, że jeśli przy stawianiu komuś horoskopu (nie mylić z wróżbiarstwem) na podstawie daty urodzenia i położenia ciał niebieskich wyjdą jakieś tragiczne zdarzenia, praktyka i zwyczaj podobno jest taki, że astrolog zachowuje tę wiedzę dla siebie. Tak było i w moim przypadku. Astrolog podobno nie chciał zdradzić co tam złego siedzi w moim życiorysie, aczkolwiek podejrzewam, że ze względu na bliskie relacje panów, coś jednak chlapnął, że niepokój udzielił się mojemu chłopakowi. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Jest jeszcze jedna rzecz, którą zapamiętałam z tamtego dnia. Otóż z mojego ustawienia gwiazd wyniknęło coś co sprawdzało się przez kolejne długie lata, a mianowicie to, że życie zawodowe stało zawsze w opozycji do życia prywatnego. Jak na dwóch przeciwników przystało, tarcia miały być bolesne i trwać aż do momentu, kiedy podejmę decyzję, na której strefie życia bardziej mi zależy. I tu wreszcie zmierzam do sedna sprawy. Podstawą moich wieloletnich dylematów była chęć bycia perfekcyjną w obu sferach aż do chwili, kiedy wydarzyły się rzeczy, które okazały się nieodwracalne i zmieniły mój tor myślenia i działania. Wtedy stopniowo zaczęło do mnie docierać, że nie muszę podejmować decyzji zero-jedynkowych. Mogę robić różne rzeczy wykorzystując swoje zawodowe i życiowe doświadczenie, mocne strony, chęć podejmowania nowych wyzwań i motywację, o którą nie muszę walczyć, bo wypracowałam ją w sobie sama. Zrozumiałam, że mogę realizować się w obu sferach, ale nie za wszelką cenę tylko do momentu, w którym czuję, że krok dalej uszkodzi bezpowrotnie jedną z nich.

Po wielu eksperymentach, kłodach rzucanych pod nogi, przeciwnościach losu, cynicznej ocenie moich działań przez innych, przejściu przez różne emocjonalne etapy życia, wiem, że czas i miejsce, w którym jestem dzisiaj nie są może tymi, które wyobraziłam sobie w swojej nastoletniej głowie, ale są najlepszymi z możliwych w jakich mogłam się znaleźć – własna rodzina, praca, która mi się podoba, pasja i dobre relacje z tymi, na których zależy mi najbardziej. Reszta to dodatki do luksusu jakim jest dobre życie.

Podstawą mojej prywatnej piramidy zdrowia jest zdrowy rozsądek, a to co widać na poniższym schemacie to jedynie znane hasła, za którymi stoi… cała prawda 😉

Moja piramida zdrowia

Jem zdrowo, ale pozwalam sobie na batonik

Stosowanie zasad zdrowej i zrównoważonej kuchni nie musi oznaczać ani parcia na bio i eko ani wiązać się z samymi ograniczeniami. Lubię jeść i są miesiące, kiedy to trochę widać. Nie uprawiam jednak żadnych dietetycznych szaleństw, unikam drastycznych deklaracji i frustracji związanych z tym, że nie udało mi się dotrzymać słowa. Żyję normalnie i jem normalnie, od czasu do czasu grzeszę i jest mi z tym dobrze, bo wychodzę z założenia, że ani dietetyk ani koleżanka nie znają lepiej potrzeb mojego organizmu niż ja sama.
Jeśli natomiast przypłynie do mnie nagła chęć wprowadzenia zmiany to ją wcielam w życie. Bez cyrku, oficjalnych oświadczeń na Facebooku i wywracania życia do góry nogami. Tak po prostu. W prostocie tkwi tajemnica, pamiętasz? A u jej podstawy leży dbałość o zdrowie (to psychiczne również) i utrzymanie swoich dobrych nawyków na stałym poziomie. Piszę o tym, ponieważ kończy się lato, a zimne miesiące zwykle dają nam w kość. Upadają wyznawane wartości i zdrowy rozsądek, a wtedy na wiosnę znowu rusza karuzela.

Ruszam się, ale raczej nigdy nie zostanę Ironmenką

W moim przekonaniu dieta, nawet ta najzdrowsza, to tylko połowa sukcesu. Do pełni szczęścia potrzebna jest regularna aktywność fizyczna, a ta nie musi oznaczać zostania Ironmanem. Kiedyś miałam jazdę na bieganie, ekscytowałam się Runmageddonem, z zazdrością patrzyłam na triathlonistów, zachłysnęłam się Boot Campem. Dzisiaj pozostaję przy regularnej aktywności sportowej, która raz jest rowerem, raz fitnessem, raz treningiem obwodowym lub jakąkolwiek inną formą ruchu. Próbuję tez nowych dyscyplin, bo moją motywację zabija rutyna, więc potrzebuję zmian (o tym pisze również Kameralna w swoim najnowszym wpisie).
Ważniejszy od nazewnictwa jest dla mnie jednak cel, a moim celem jest dobra kondycja fizyczna i stabilna forma psychiczna, a także przyjemność i satysfakcja z tego co robię. No i jeszcze endorfinki – hormony szczęścia, które mnie napędzają i wyzwalają we mnie życiodajną energię – z tą różnicą, że ja ich potrzebuję codziennie, dlatego każdego dnia robię coś dla ciała i duszy. No i staram się robić to mądrze, a nie dużo, stosownie do swoich możliwości i preferencji, a nie goniąc za modą.

Myślę pozytywnie, ale przepuszczam przez siebie negatywne emocje

Niektórzy nie wierzą w miłość do grobowej deski, w partnera na całe życie, grzeczne dzieci czy szczęście. Są nawet tacy, którzy uważają, że nic dobrego ich w życiu nie spotka, a to wszystko co widzą wokół siebie to zwykła kreacja, mediowa papka i polewanie lukrem. Życie to nie bajka, poza tym w bajki wierzą dzieci, a nie dorośli. Jednak po każdej burzy wychodzi słońce, a ja łapię jego promienie i rozdaję je innym. Podstawą moich działań jest pozytywne nastawienie, ale daję sobie też prawo do tego, żeby czasem być smutną, wkurzoną czy niecierpliwą. Jestem emocjonalną i ekspresyjną osobą, czasem zaklnę, czasem kogoś opieprzę, ale nigdy nie wyrządzam krzywdy, nie depczę i nie gardzę. Wszelkie negatywne emocje ustawiają mnie do pionu i działają oczyszczająco, a więc są potrzebne. Mój mózg działa jednak jak filtr – odcedza złe od dobrego i kieruje na właściwe tory, dlatego nie dopuszczam do tego, żeby negatywne emocje wpływały na mnie demotywująco.

Skupiam się na swoim życiu, ale potrafię wsadzić kij w mrowisko

Ludzie są chyba tak zaprogramowani, że zawsze interesują się tym co dzieje się u innych, a jak dzieje się źle, to niektórym szczególnie poprawia to nastrój. Rzekłabym w tym miejscu, że życie swoim życiem to rzecz piękna i godna naśladowania. Odkąd uważniej podchodzę do swojego życia i wszystkiego co się w nim dzieje, zauważyłam, że łatwiej jest mi eliminować ludzi i zdarzenia, które negatywnie na mnie wpływają. Wiem też na czym mi zależy najbardziej, dlatego nauczyłam się nie przejmować tym co nie jest ode mnie zależne. Koncentracja na swoim życiu pozwala mi na jeszcze jedno – cieszę się życiem, uśmiecham się do niego, celebruję codzienność, żyję w zgodzie ze sobą i według własnych zasad.
Żyję własnym życiem, nie innych, ale często próbuję naprawiać też świat, za co zdarza mi się oberwać. Jeśli jednak zobaczycie mnie ingerującą w jakiś temat, to tylko i wyłącznie dlatego, że próbuję coś zmienić na lepsze.

Żyję z pasją, ale nie zamęczam nią innych

„Rób to co kochasz”. „Marnuj czas z tymi, których kochasz”. „Żyj po swojemu”. Te znane Wam hasła nie oznaczają tylko tego, że wszystko przychodzi ci z łatwością, na wszystko masz czas, robisz tylko fajne rzeczy i żyjesz w totalnym psychicznym luksusie. Dla mnie są wyznacznikiem tego, że mogę dążyć do uczynienia swojego życia lepszym. Zamiast narzekać na to co nieuniknione biorę los w swoje ręce, realizuję swoje cele, ambicje i pasje, nie zadręczam innych tym co mi nie wyszło. A jeśli jest już bardzo źle, moi bliscy wiedzą, że potrzebuję w takiej chwili odrobiny spokoju i czasu tylko i wyłącznie dla siebie, bo pamiętam o sobie i jestem dla siebie ważna.
Życie z pasją to również radość z tego co się posiada lub do czego się doszło i pozwalanie sobie na marzenia. Jednak warto pamiętać, że realizacja marzeń zależy od naszych działań, ciężkiej pracy, cierpliwości i determinacji. Nie zamęczam więc innych, że zbyt długo czekam, tylko doceniam i cieszę się z tego co mam na wyciągnięcie ręki, a czasami są to drobiazgi, które dają mi więcej radości niż wielkie rzeczy. W prostocie tkwi tajemnica i docenieniu tego co posiadamy, prawda Elwira? 🙂

Śpię zdrowo, ale potrafię wykorzystać noc na pracę, zabawę czy rozmowę z mężem

Noc to sen, a sen to wypoczynek, relaks i regeneracja. Śpię jak dziecko i potrzebuję dużo snu, jednak nie zawsze udaje mi się spać tyle ile mój organizm by sobie tego życzył. Czasami noc wykorzystuję na to co jest mi w danym momencie potrzebne – pracę, zabawę lub rozmowę z kimś bliskim. To mój wybór, moje zmęczenie, moje worki pod oczami i moja satysfakcja z tego, że udało mi się coś ukończyć, sprawić komuś radość lub po prostu fajnie spędzić czas. Nie rezygnuję z tego co jest mi w danej chwili potrzebne, ale potem muszę nadrobić utracone godziny snu. Potrafię wtedy wyłączyć się i należycie odpocząć.

Moja piramida zdrowia mówi mi, że czuję się dobrze, pewnie i komfortowo w swoim życiu. Jak każdy mam słabości, problemy i troski, ale do wszystkiego staram się podchodzić zachowując zdrowy rozsądek. W przeciwieństwie do przeszłości, teraz jest we mnie spokój, dystans i pokora, a przede wszystkim równowaga. Jest też świadomość, że jeśli będę chciała coś zmienić to to zrobię, ale w czasie i na warunkach, które mi odpowiadają. Może inaczej niż wszyscy, czasem lepiej, czasem gorzej, ale dla mnie ważniejsze od spektakularnego sukcesu jest to, że jestem tu i teraz. Bez oglądania się na innych i bez frustracji, za to z prawem do popełnienia błędu, zostawiając za sobą przeszłość, ale żyjąc teraźniejszością z hasłem: „Przyszłość jest fajna” 🙂

Na koniec wiersz mojej przyjaciółki Ani z Wiersze Szeptem Pisane:

„Dźwigasz swój kosz życia tyle lat już
Poza ciężkimi chwilami coś miłego tam włóż
To czym go wypełnisz to decyzja twoja
lecz zamienić głazy w pióra już najwyższa pora

Kamienie to żal za krzywdy i trudy wędrówki
Złe momenty, brak oparcia, oceny, urazy, wymówki
Dzięki piórom się wzbijesz – bo skrzydła zbudujesz
Ku wolności, pięknu, szczęściu czym prędzej pofruniesz

Pozwól swoim skrzydłom rosnąć by wyzwolić serce
Niechaj przykład z Ciebie biorą dumni spadkobierce
Przebacz winy, kosz opróżnij, pluj na bylejakość
Mądrość z dobrem rozsiewaj pielęgnując życia jakość”

A czy Ty masz taką swoją własną piramidę zdrowia? Napisz co jest dla Ciebie ważne, bez czego możesz się obejść, jak pielęgnujesz jakość swojego życia.

♥ ♥ ♥

Cieszę się, że jesteś i będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz swój komentarz pod artykułem.
Jeśli chcesz być też na bieżąco z kolejnymi artykułami na blogu i tym co udostępniam na kanałach społecznościowych, zapraszam do polubienia Esencji na Facebooku, zajrzenia na Instagram (i oczywiście Instagram Stories) i odwiedzenia Twittera.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl