10 Gru Idą Święta… pierniczę – zakładam bloga, czyli o bojkocie szaleństwa przedświątecznego i dylematach

Idą Święta, a ja w tym roku na Gwiazdkę postanowiłam sprawić sobie bloga. W końcu nikt inny nie mógłby obdarować mnie takim prezentem 😉

Jestem tradycjonalistką, uwielbiam Święta i nastrój świąteczny na ulicach miast, w sklepach, telewizji i radiu, może trochę mniej rajcują mnie firmowe, szkolne i przedszkolne imprezy świąteczne (choć bywało bardzo miło i do tej pory uprawiałam je ze zmienną intensywnością), ale zmęczyła mnie związana z całym tym przedświątecznym szaleństwem otoczka. Konkretnie mam na myśli pośpiech, stres, bezsensowne wydawanie pieniędzy, dwojenie się i trojenie, żeby ze wszystkim zdążyć na czas.

W tym roku postanowiłam więc zmienić nieco bieg spraw (nie, nie, nie wyjeżdżam w tropiki) i również na przekór zimowej aurze (hucznie powiedziane, zimy póki co nie doświadczyliśmy) zakładam bloga (co ma blog do pory roku wyjaśnię później).
Właściwie to porządkuję parę spraw tj. hierarchizuję tematy, które pociągają mnie od dłuższego czasu i którymi chcę się podzielić, ponieważ dotyczą również wielu z Was.

Do pisania bloga namawiają mnie od dawna przyjaciółki, znajome, ale także kobiety, które chciałyby coś zmienić w swoim życiu. Nie będę jednak żadną wyrocznią, psychologiem, doradcą personalnym czy coachem. Postaram się jedynie zainspirować zabiegane, zestresowane, dźwigające ciężar dnia codziennego kobiety, ogarnięte szałem godzenia obowiązków zawodowych z domowymi. Mam na myśli kobiety, które co miesiąc, co rok, w każde urodziny czy Święta obiecują sobie, że wreszcie zadbają o siebie, swoje zdrowie, swoją kondycję fizyczną i formę psychiczną.

Pisanie bloga bierze się również z potrzeby tworzenia, dzielenia się i porządkowania „spraw nadrzędnych” ;-). Blog – jakże dobre do tego narzędzie. Święta – jakże dobry na to czas.

Czas przedświąteczny, Święta i w końcu wyczekiwana od dawna przerwa świąteczna (w tym roku akurat wyjątkowo łaskawa dla młodzieży szkolnej, niekoniecznie dla ich rodziców), są doskonałą okazją do tego, żeby pomyśleć nie tylko o bliskich (o nich dbamy na co dzień), ale i – a może przede wszystkim – o sobie. Od jakiegoś czasu myślę o sobie w sposób „zdrowoegoistyczny”, co ma niezwykle pozytywny wpływ również na moich bliskich.

Jakiś czas temu postanowiłam wprowadzić kilka zmian w swoim życiu. Był to jeden z wielu okresów buntu (ten nastoletni dawno już miałam za sobą). Zweryfikowałam swoje dotychczasowe zajęcia, ilość czasu spędzanego w korporacji, sposób spędzania wolnego czasu (o ile udało mi się go wykraść pracy i/lub rodzinie), pod lupę poszły też dieta i kondycja fizyczna.

Miałam motywację: własne zdrowie i cel: równowagę wewnętrzną – filar zdrowia.

Bardzo dużo pracowałam, był to okres kiedy pracy praktycznie poświęcałam ok. 14 godzin dziennie, nie miałam czasu dla siebie, domu i rodziny, wiele rzeczy wprawiało mnie w stres. Pomimo, że pracę miałam ciekawą, pełną wyzwań i fantastycznych ludzi, na swoim blogu nie będę pisać o tym okresie ani o ścieżce zawodowej czy własnym rozwoju pod względem podnoszenia kwalifikacji i kompetencji. Zostawiam to profesjonalnym trenerom rozwoju zawodowego.

Postaram odnieść się do tego drugiego, niezwykle ważnego aspektu życia, a mianowicie życia „po”, w sensie po drugiej strony mocy ( 😉 ) – życia prywatnego, które często schodzi na dalszy plan w kontekście pracy zawodowej. W szczególności skupię się na zdrowym stylu życia i jego pozytywnych stronach. Dołożę do tego szczyptę lifestylu i całe mnóstwo krzepiącej ciało i duszę tematyki sportowej, dietetycznej, kulinarnej, podróżniczej, filmowej, książkowej oraz dziecięcej.

W życiu prywatnym wspiera mnie najbliższa rodzina i przyjaciele. Wiem, że mogę liczyć na nich wtedy kiedy najbardziej tego potrzebuję. Ale życie prywatne to również ja sama ze swoimi pragnieniami, marzeniami, planami, pasjami, oczekiwaniami, frustracjami i przeszkodami, które często sama sobie stwarzałam. Brzmi znajomo?

Żyłam pracą i chciałam być równie aktywna poza nią. Najbardziej na świecie pragnęłam połączyć wszystko ze sobą. Chciałam być dobrym pracownikiem, kreatywnym, elastycznym, doskonale zorganizowanym, zarządzającym efektywnie swoim czasem i projektami, otwartym, przedsiębiorczym, podnoszącym swoje kwalifikacje, dwoiłam się i troiłam i… padłam, ale nie dosłownie.

Dokładnie taką samą chciałam być mamą. Udawało mi się to w miarę możliwości kiedy miałam jedno dziecko, ale na Boga nie kiedy doszłam do trójki. Czy można pogodzić życie zawodowe z prywatnym? Czasem można, czasem trzeba, czasem nie masz innego wyjścia.
Co jednak jeśli nie masz możliwości skorzystania z pomocy babci, cioci, siostry, sensownej, budzącej zaufanie i dbającej o poczucie bezpieczeństwa i rozwój Twoich dzieci opiekunki (zakładając, że pracy poświęcasz naprawdę dużo czasu)?
Co jeśli nie akceptujesz faktu, że Twoje własne dzieci nie do końca wychowywane są wg twoich zasad? Niektórzy mają z tym problem. Ja miałam. I to duży.

Pracy zawodowej, jak i życiu prywatnemu pragnęłam poświęcić 100% swojego czasu, wymagałam coraz więcej od siebie i innych, chciałam, żeby wszystko funkcjonowało wg tego co wcześniej sobie założyłam, jednak z czasem okazało się, że coś idzie nie tak.

Poza tym wieloletnia próba pogodzenia obu tych sfer życia była dla mnie trudna z jednego prostego powodu – nie mogłam być fizycznie i duchowo w dwóch tak różnych światach oddalonych od siebie o całą galaktykę, jeśli chodzi o mentalność i priorytety.

Zaczęły się dylematy, nadszedł czas wyborów i decyzji. Szczególnie trudnych jeśli jest się osobą pełna sprzeczności, wewnętrznego rozdarcia, wiecznego niepokoju, pragnącej realizować się zawodowo i jednocześnie być szczęśliwą i spełnioną mamą. Wiele osób tego nie rozumie, wiele osób nie chce tego zrozumieć. Ale co Ciebie to obchodzi, jeśli najważniejsze jest to czego Ty pragniesz i co dla Ciebie w danym momencie życia jest najważniejsze?

Był to czas trudnych, ale nie niemożliwych do podjęcia decyzji. Jak myślicie na co postawiłam?

„Łatwiej powiedzieć NIE na początku,
niż na końcu.”
Leonardo da Vinci

Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl