01 Mar Odczarować niedzielę.

Niedziela. Zawsze twierdziłam, że to trudny do zdefiniowania dzień tygodnia. Dla większości oznacza wolny dzień od pracy, szkoły, dojazdów do klienta, stresu i całej masy codziennych obowiązków. Czyżby?

To jeden z najbardziej nielubianych przeze mnie dni tygodnia. Kiedy pytam ludzi jak spędzają ten tzw. wolny dzień, najczęściej słyszę, że robią tygodniowe zakupy, piorą, prasują, gotują na kolejny tydzień obiady dla dzieciaków, odrabiają z nimi lekcje, robią porządki w szafach lub dokumentach, podganiają nieskończone projekty, z którymi nie wyrobili się przez cały tydzień, a w poniedziałek z rana szef upomni się o raport albo po prostu leniuchują, oglądają telewizję i nic nie robią tłumacząc, że w ten sposób odpoczywają.

Pytam więc, czy to jest definicja odpoczynku i wolnego dnia? Teoretycznie wolnego od pracy, a praktycznie dnia, w którym zasuwasz i nadganiasz to z czym nie zdążyłeś przez cały miniony tydzień. A mógłby to być dzień, w którym znajdujesz chwilę dla siebie po całym tygodniu gonitwy, pokonywania różnorakich trudności, szarpania się z ludźmi, stania w korkach, wypruwania z siebie żył.

Odkąd pamiętam staram się odczarować niedzielę, uczynić ten dzień przyjemnym, produktywnym i organizować go tak, żeby nie kojarzył mi się ze stratą czasu czy lenistwem, bo na samo brzmienie tego słowa dostaję wysypki.

Mój sposób na niedzielę w porze zimowej to czas dla siebie i bliskich i dotyczy tego co sprawia mi radość. Choć pozornie wydaje się, że mało ma wspólnego z odpoczynkiem, to ja tak właśnie się relaksuję, resetuję i zbieram siły na kolejny tydzień – aktywnie. A wszystko po to, żeby móc z fajną energią przyjąć poniedziałek, który wolę sto razy bardziej od niedzieli, ale o tym kiedy indziej.

Nie oglądam telewizji

Bo i po co? Mnóstwo w niej głupkowatych seriali, bez końca powtarzanych tych samych filmów, ogłupiających dokumentów, złych wiadomości, przemocy i zupełnie niezrozumiałych zachowań ludzkich. Jedyne co jest w stanie przykuć moją uwagę to polecony wcześniej dobry film fabularny (chętnie w wersji oryginalnej) i programy o tematyce podróżniczej, sportowej oraz kulinarnej.

Ale żeby nie było, że jestem wyrodną matką, pozwalam dzieciom oglądać bajki, szczególnie te edukacyjne. Jest ich sporo i nie oflagowuję się teorią, że telewizja ogłupia dzieciaki. Jeśli odpowiednio selekcjonuje się im to co oglądają, sporo z niej wyciągają dobrych rzeczy (słownictwo, wzorce zachowań, wiedzę na temat otaczającego je świata).

Nie leżę na kanapie

Chyba, że czytam książkę, uczę się, przeglądam jakiś magazyn, czytam książki najmłodszej córce lub przygotowuję kalendarz i robię notatki na kolejne dni.

Jestem aktywna sportowo

Nie wyobrażam sobie dnia bez ruchu, więc niedziela nie jest żadnym wyjątkiem, a nawet jest dla mnie dniem bardziej aktywnym sportowo niż pozostałe, ponieważ wreszcie mam z kim zostawić dzieciaki na dłużej mogąc spokojnie poćwiczyć.

Wychodzę z dziećmi do teatru, kina, na przedstawienia, warsztaty tematyczne, rower, do znajomych lub rodzinnie świętujemy poza domem jakąś okazję

Dzieci są ogromnym pożeraczem mojego czasu. Poświęcam im (nie lubię tego słowa) naprawdę sporą część dnia, ale wkurzam się kiedy zabierają mi cały dzień, a ma to miejsce niestety dość często. Czekam aż z tego wyrosną, choć najbardziej lubię spędzać z nimi czas aktywnie. Korzyści są obopólne, a niedziela zwykle należy do nas.

Wyjeżdżam z rodziną

Zdarza się, że kilka weekendów pod rząd nie ma nas w domu, wyjeżdżamy w różnym, nie zawsze pełnym składzie, bo po prostu to lubimy, a niedziela staje się wtedy jeszcze bardziej aktywna i rozwojowa. Zawsze jednak chętnie wracamy do domu i wtedy doceniamy wolny dzień na swój sposób 😉

Spotykam się ze znajomymi i wspólnie gotujemy

Jakiś czas temu wymyśliłam pewną formułę cyklicznych spotkań z koleżankami, która polega na tym, że umawiamy się u jednej z nas w domu i wspólnie gotujemy. Wcześniej umawiamy się co do menu, dzielimy zakupem niezbędnych składników i uczymy się wzajemnie od siebie różnych trików kulinarnych, poznajemy nowe smaki i sposoby na umilenie czasu w kuchni. To również doskonała okazja do fajnych i zbliżających rozmów.

Umawiam się ze znajomymi do kina lub tzw. wieczorny babski shopping

Najczęściej jedno łączymy z drugim i najczęściej ma to miejsce w niedzielę wieczorem, kiedy w sklepach jest mniej ludzi. Wcześniej wykorzystywałam ten czas na przygotowania do nadchodzącego tygodnia, teraz robię to na co nie mam czasu w pozostałe wieczory.

Czytam

Czasami nawet kilka godzin. Uwielbiam zapach książek i magazynów, ostatnio najwięcej czasu zajmuje mi jednak internet. Znajduję w nim mnóstwo inspiracji, ciekawych tematów, praktycznych porad, technicznych szkoleń i zupełnie nie rozumiem jak funkcjonowałam bez dostępu do sieci 🙂

Uczę się

W ostatnim czasie najczęściej szlifuję i zgłębiam swoją znajomość języka hiszpańskiego, uczestniczę w różnych kursach on-line, czytam liczne portale i blogi, które są źródłem nieograniczonej wiedzy na różne tematy – wszystko interesujące, praktyczne, aktywizujące i szybkie do przyswojenia ze względu na swoją formułę. Doszkalam się również technicznie i merytorycznie jeśli chodzi o nowy dla mnie temat tj. blogowanie.

Piszę artykuły na bloga

W ciągu tygodnia zbieram niezliczoną ilość artykułów, materiałów na tematy do bloga i zupełnie nie panuję nad ich ogarnięciem. Jest tego tak dużo, że nie jestem w stanie wszystkiego przeczytać, ale zapisuję je i wracam kiedy tylko się da. Do tego fotografuję i wyszukuję zdjęcia z serwisów fotograficznych do późniejszego wykorzystania. Robię szkice artykułów, do których wracam nieco później, by je dokończyć.

Szukam nowych, inspirujących pomysłów na tydzień

Przeglądam materiały, które udało mi się zgromadzić w ciągu tygodnia lub wyciągam notatki z warsztatów, spotkań czy szkoleń, w których uczestniczyłam. Szperam w głowie, analizuję, przetwarzam i przelewam na papier to co przyjdzie mi na myśl. Jestem na początku drogi do regularnego blogowania, więc zajmuje mi to sporo czasu i widzę jaki ogrom pracy jeszcze przede mną. Ale cieszy mnie to, bo obserwując pracę innych blogerów, widzę jaką przeszli drogę, ile się nauczyli i jak zmienili na przestrzeni miesięcy i lat. Ponadto wyszukuję szkolenia, zajęcia i warsztaty, na które mogę zapisać się nie tylko wirtualnie, ale i w realu. Są one okazją nie tylko do zwiększenia zakresu swojej wiedzy czy podniesienia kwalifikacji, ale i zawarcia nowych znajomości.

W niedzielę robię też plan na nadchodzący tydzień, ale ma tyle punktów, że byłabym supermenką, gdybym go zrealizowała w 100% 🙂 Bo prawda jest taka, że tak jak większość z Was ubolewam nad tym, że doba nie jest dłuższa, a ja bardziej elastyczna jeśli chodzi o plany i postanowienia.

A Wy jakie macie sposoby na odczarowanie swojej niedzieli w porze zimowej?

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl