Dlaczego robicie piekiełko z czyjegoś życia zamiast skupić się na swoim

20 Cze Dlaczego robicie piekiełko z czyjegoś życia zamiast skupić się na swoim?

Jestem pewna, że przesłania tego tekstu nie muszę kierować do swoich czytelników, choć zdaję sobie sprawę, że zdania w temacie mogą być podzielone, ale tak naprawdę to się okaże dopiero po ubywających fanach. Już kiedyś wypuściłam tekst, który spowodował naturalną ich selekcję, ale to dobrze, bo odeszli ci, z którymi i tak bym pewnie nie podyskutowała, a zyskałam nowych, z którymi mogę prowadzić merytoryczne dyskusje.

Ten artykuł siedział w szkicach od zeszłego wtorku i zastanawiałam się czy w ogóle go publikować. Myślałam sobie: eee, nie pasuje do reszty i po co nakręcać jeszcze bardziej tę machinę skoro już tak rozpędzona, ale jednak muszę, bo się uduszę. I piszę go jako osoba, która preferuje zdrowy styl życia uwzględniający dbałość o siebie nie tylko w kontekście diety i aktywności sportowej, ale też rozwoju osobistego. Poza tym nie wszyscy dobrze mnie znają i niniejszym mogą dowiedzieć się o mnie czegoś więcej.

Temat, który dzisiaj poruszam nie cichnie, kolejne bzdury rosną jak grzyby po deszczu, ale ponieważ w międzyczasie wpadłam na kilka tekstów, które go nieco sprostowały, postanowiłam zabrać głos, choć swój tekst zmieniłam w jakichś 80% ostudzając emocje, wyrzucając brzydkie wyrazy, a wszystkie wrrr zastępując przecinkiem lub kropką. Kiedyś lubiłam wbijać kij w mrowisko, teraz najwyraźniej cenię sobie spokój, ale wciąż nie mogę zrozumieć i zaakceptować jednego – dlaczego ludzie oceniają czyjeś życie i gotują innym piekło zamiast skupić się na sobie?

HEJT, HEJT, HEJT

Nie czytam plotkarskich gazet i portali, tak naprawdę nie wiem co dzieje się w naszym show-biznesie i zwykle nie komentuję pod dużymi fanpage’ami, ale zrobiłam wyjątek dla tego posta, bo mnie zwyczajnie w świecie wkurzył i zadziwił.

post

Od razu dodaję też swój komentarz do niego.

moj komentarz

Od kilkunastu dni, a tak naprawdę od dłuższego czasu, przez sieć przetacza się dyskusja, a właściwie narodowy i rytualny lincz na Ance Lewandowskiej w temacie jej powrotu do pracy w krótkim czasie po porodzie. Mało tego, ta dyskusja przeniosła się na jej brzuch. Dobrze wyglądający brzuch.

Nie śledzę tego wszystkiego na bieżąco, pewnie wiele rzeczy, które nie mają większego ani dla mnie ani dla niej znaczenia mi umknęło, nie czytam tego co się wokół niej dzieje, ale wystarczyło mi kilkadziesiąt komentarzy, żeby zrozumieć jak bardzo ludzie nie akceptują indywidualnych postaw innych. Przecież decyzje o powrocie do swojej pracy, zawodu i pasji, jak to jest w przypadku Lewandowskiej, są często bardzo osobiste i nie powinny podlegać niczyjej ocenie. Być może Anka popełniła w życiu kika błędów (kto ich nie popełnia), jest osobą publiczną i musi liczyć się z pewnymi konsekwencjami swoich działań, ale na litość boską, jej powrót do pracy i jej brzuch to jej sprawa. Byłaby głupia, gdyby stworzony przez siebie dobrze prosperujący biznes zostawiła w diabły. Kompletnie też nie jestem zaskoczona tym jak wygląda.

BYĆ JAK LEWANDOWSKA

Nie mam ani wieku, ani figury, ani tym bardziej brzucha Ani Lewandowskiej i mieć już raczej nie będę, ale pracuję nad sobą i choć daleko mi do jej sylwetki, nie mam z tym problemu. Kibicuję jej, bo jest młoda, urocza i przedsiębiorcza, kocha i wspiera swojego męża, osiągnęła wiele sportowych i zawodowych sukcesów i widzę, że potrafi podzielić swój czas między malutkim dzieckiem, a powrotem do pracy i aktywności sportowej. Jestem też pewna, że robi to wszystko z umiarem, o czym WYRAŹNIE sama pisze tutaj, bo wie, że na efekty trzeba cierpliwie poczekać. Nic nie uczy tak pokory jak sport, a ona ma z nim do czynienia od dzieciństwa. Prawdopodobnie mało kto z negatywnie komentujących w tym temacie rozumie, że wygląd Ani Lewandowskiej jest m.in. wynikiem jej wieloletniej pracy i życia ze sportu.

Nie mogę też zgodzić się z tym, że Lewandowska daje zły przykład biednym, sfrustrowanym matkom obarczonych nadwagą i chodzących po domu w rozciągniętych dresach, bo urodziły dziecko (o zgrozo, takie jest założenie, a Wy kobiety dałyście się w to wciągnąć). Ona daje bardzo dobry przykład i pokazuje, że jeśli kobieta prowadzi zdrowy styl życia, prawidłowo się odżywia i jest aktywna przed ciążą, a także w jej trakcie, po ciąży może uzyskać zadowalający efekt, a przede wszystkim może cieszyć się dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym. Owszem nie bez znaczenia są tu geny i metabolizm, a także stan zdrowia czy indywidualne i naturalne tempo powrotu organizmu do formy po ciąży.

W pierwszej ciąży przytyłam 9 kg, spadając na wadze 2 kg w ostatnim miesiącu ciąży. Byłam zagrożona cukrzycą ciążową i od 7 miesiąca ciąży musiałam dbać o dietę. Nie jadłam za dwoje, nie opychałam się słodkościami, pilnowałam regularności i wielkości posiłków, bo musiałam. Za to czułam się rewelacyjnie. Dzień po porodzie poruszając się po szpitalu w krótkich, leginsowych spodenkach wprawiałam w osłupienie lekarzy i położne, które zadzierały mi do góry koszulkę na próżno szukając śladów po ciąży. Po drugiej i trzeciej ciąży było podobnie, choć z racji wieku i zwalniającego metabolizmu nie byłam już taką wklęsłą na brzuchu szkapą jak po pierwszej. I dlatego rozumiem doskonale to, że zarówno geny, wiek, jak i metabolizm, a przede wszystkim styl życia mają wpływ na nasz wygląd i samopoczucie.

EFEKT PACHLI VS. ZEGADŁO

W poprzedniej wersji artykułu, ten fragment był na samym początku, ale postanowiłam go przenieść na koniec, żebyście mogli spokojnie go przeczytać zwracając uwagę na końcowy żart, bo jest w nim wszystko to co chciałabym Wam powiedzieć. Poza tym jest to naprawdę dobrze i mądrze napisane. Joasia Pachla z Wyrwane z kontekstu w swoim artykule: „Anna Lewandowska pokazała brzuch. A my pokazaliśmy zawiść i chamstwo pięknie obaliła teorię pana, który stał się guru wszystkich uciemiężnionych i niezadowolonych ze swojego życia matek. Popularność i zasięgi jego posta niestety obnażają frustrację kobiet i potrzebę szukania usprawiedliwienia swojej bierności wśród zupełnie obcych ludzi na forach. Kompletnie brakuje mi tu skupienia na swoim życiu, dystansu i zdrowego rozsądku, dlatego tym, którzy tak kwieciście się wypowiadają poleciłabym pójście do lasu i wykrzyczenie tego co im leży na wątrobie, a najlepiej wzięcie się do roboty innej niż komentowanie na forach w sposób, który może krzywdzić innych.

Ja też nad tym pracuję, bo raz w życiu brzydko, choć krótko napisałam Krystynie Pawłowicz, że jest bardzo chorą kobietą i zostałam ukarana banem, a teraz muszę z tym żyć (lekko nie jest  ), choć bardziej boli mnie to co u niej przeczytałam. Jej profil i to co na nim pisze jest najlepszym przykładem obrazującym nienawiść do drugiego człowieka, chęć upokorzenia go i pokazania swojej wyższości nad innymi. To jest też jeden z najlepszych przykładów tego jak nie należy postępować.

Podjęłam ten temat, bo mój powrót do formy po ciążach był w miarę miękkim lądowaniem, ale był też wynikiem dbałości o siebie, której nigdy nie zaprzestałam czego odzwierciedleniem jest dzisiejszy stan mojego zdrowia i wiek metaboliczny – 15 lat wstecz! To jest moja największa motywacja, bo od siedzenia na forach ani nie schudnie mi tyłek ani nie będę lepszym człowiekiem.

Jeśli będziecie mieli ochotę porozmawiać, wiecie gdzie mnie szukać 

♥ ♥ ♥

Jeśli spodobał Ci się ten wpis lub uważasz, że może się komuś przydać, będzie mi bardzo miło, jeśli go skomentujesz lub/i udostępnisz. Dziękuję, że jesteś i wspierasz.

Jeśli chcesz być również na bieżąco z kolejnymi artykułami na blogu i tym co udostępniam na kanałach społecznościowych, polub Esencję na Facebooku, zajrzyj na Instagram (jestem też codziennie na Instagram Stories) i odwiedź Twittera.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl