fighter

15 Paź Bycie fighterem nie jest takie proste, ale…

Często nazywana jestem fighterką. Coraz częściej słyszę też, że na blogu czy w mediach społecznościowych widać mój mocny charakter. Szczerze mówiąc bardzo cenię sobie te interpretacje mojej osoby, szczególnie przez tych, którzy nie znają mnie osobiście, ale potrafią wyczuć to co przekazuję niekiedy jedynie między wierszami. Jest to o tyle fajne, że to o czym piszę lub mówię wypływa ze mnie, nie jest fikcją, ale realnym życiem, które toczy się tu i teraz. Niemniej jednak zastanawiam się czy rzeczywiście to co pokazuję ukazuje mnie bardziej w świetle fightera czy na przykład osoby, która wie czego potrzebuje od życia?

Lubię wyzwania i nawet jeśli początkowo mnie przerażają, z czasem oswajam się z nimi i realizuję każde, które pojawi się na mojej drodze. Uważam, że wyzwania szlifują nasz charakter, bo każą opuścić ciepłe gniazdo i słynną strefę komfortu, dokonać niewygodnych dla nas czasem wyborów, zmienić swoje priorytety czy plany doprowadzając do zmian w życiu, dzięki którym robimy jednak krok naprzód. Ja to lubię, cenię i chętnie podejmuję, ale od razu podkreślam, że bycie fighterem ma swoje tak blaski, jak i cienie. I dzisiaj o tych drugich, choć…

FIGHTER WALCZY Z CZASEM

Czas, brak czasu, problem z czasem. Odmiana przez wszystkie przypadki i najczęstsza zasłona dymna naszych działań. Wszyscy zmagamy się z czasowym deficytem, narzekamy, kombinujemy, załamujemy się. Co robi fighter? Walczy, robi swoje, odhacza kolejne zadania, czasem misternie zbudowany plan kreśli na nowo na skutek nieprzewidzianych okoliczności. Nie ma czasu narzekać, użalać się nad swoim losem, przeszkody przeskakuje, błahostkami się nie przejmuje, a odpoczynek niekiedy odsuwa na plan dalszy. Błąd. Fighter też musi zregenerować siły i robi to w charakterystyczny dla siebie sposób. Zwykle pomaga.
Na szczęście oduczyłam się funkcjonować kosztem własnego zdrowia, choć często ocieram się o cienką granicę. Daję sobie wtedy reprymendę i na chwilę przystaję. Upływający czas ma wtedy mniejsze znaczenie.

FIGHTER MIEWA SŁABSZE DNI

Wyobraźcie sobie, że fighter też choruje, budzi się zmęczony, martwi się sytuacją gospodarczą czy politycznymi nastrojami w kraju, bywa zbyt podatny na zły humor dziecka, irytuje go sąsiad lub przypadkowo napotkany w sieci człowiek. Fighter bywa zrezygnowany, emocjonalnie wypluty, ma dość problemów otaczającego go świata, zaszywa się w domu i wycisza. Tak właśnie robię, bo nie lubię swoim nastrojem czy przejściowymi słabościami obdarowywać innych. Jednak w tym miejscu podkreślę, że jednocześnie chętnie wesprę, wysłucham i potrzymam za rękę tych, którzy pomocy potrzebują, bo taka rozmowa pomaga mi poukładać sobie sprawy w głowie i zdystansować się do życia. Zwykle wychodzę z niej silniejsza.

FIGHTER CZASEM TEŻ PRZEGRYWA

Chciałoby się powiedzieć: najgorzej. Niekoniecznie, bo fighter swoją porażkę traktuje jak lekcję od życia i wyciąga z niej wnioski. Przyszłość widzi czasem w jaśniejszych barwach niż codzienność, bo ta potrafi go zatrzymać w działaniu, rzuca kłody pod nogi i utrudnia realizację działań. Fighter ma jednak zawsze w zanadrzu plan B i nie obawia się go wdrożyć. Dlatego choć czasem przegrywa, nie jest przegrywem.

FIGHTER + PERFEKCJONISTA = MIESZANKA WYBUCHOWA

Fighter i perfekcjonista to słabe połączenie, szczególnie jeśli w i tak napięty grafik upycha kolejne zadania wmawiając sobie, że ze wszystkim zdąży, że da radę, a w głowie wybrzmiewają mu słowa:”Co? Ty nie dasz rady? Ty? Jak nie ty to kto?”.
Jeśli jednak dołożymy do tego zestawu dawkę optymizmu, lata doświadczeń i świadomość, że to co nie wyszło można obrócić w cenne doświadczenie i wykorzystać je w przyszłości, żeby uniknąć błędów lub stać się bardziej elastycznym, otrzymamy całkiem spoko rozwiązanie. Frustracja, żal, rozpamiętywanie, myślenie, że jesteśmy do bani nie prowadzi do żadnych dobrych rozwiązań. W przeciwieństwie do stawiania czoła przeciwnościom, a w tym pomaga nie tylko charakter, ale też emocje, którymi trzeba odpowiednio sterować.

ŻYCIE Z FIGHTEREM NIE JEST ŁATWE

Bycie fighterem nie jest proste, ale znacznie trudniejsze jest życie z nim. Fighter jest wymagający, uparty i zdeterminowany, żeby dopiąć swego. Myślicie, że łatwo żyje się z taką osobą? Nie każdemu. Na szczęście nawet największy fighter może być ciepłą, serdeczną, elastyczną i otwartą na dialog osobą, która w dodatku ogarnie nie tylko swoje życie, ale obdarzy rozwiązaniami innych.

Pomimo cieni bycie fighterem jest fajne i nie wyobrażam sobie innego życia. To w jakim stopniu jestem fighterką pozostawiam Waszej ocenie, ale powiem Wam, że w ostatnich tygodniach miałam wiele okazji do tego, żeby uporać się z przeciwnościami, uciekającym czasem i zwalczaniem własnego perfekcjonizmu 😉

A Ty jakim typem jesteś?

Photo by Matheus Ferrero on Unsplash

♥ ♥ ♥

Jeśli spodobał Wam  się ten artykuł lub uważacie, że może kogoś zainteresować, będzie mi bardzo miło jeśli go skomentujecie lub/i udostępnicie dalej. To wyraz uznania dla mojej pracy i zaangażowania, a także sprawienie mi ogromnej radości.

Jeśli chcecie być na bieżąco z kolejnymi wpisami na blogu i tym co udostępniam na kanałach społecznościowych, zapraszam do polubienia Esencji na Facebooku, zajrzenia na Instagram (jestem też codziennie na Instagram Stories) i odwiedzenia Twittera.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl
  • Fighter ponosi porażki. Oczywiście, każdy kto podejmuje działanie i wyzwanie, ten ponosi też porażki. Najważniejsza jest reakcja na porażki, czy staną się klęską, czy też nauką. Ty należysz do tej drugiej grupy osób. Tak przypuszczam 🙂
    Ja na pewno nie jestem fighterem. Czasami potrafię się rzucić z zamkniętymi oczami na coś wielkiego, ale zazwyczaj zmieniam się małymi krokami, niewielkimi posunięciami, to jest bliższe mojej naturze 🙂

    • Jestem zdania, że nic nie dzieje się nagle, a zmiany w nas samych zachodzą stopniowo. Ktoś powie w tym miejscu, chyba, że wydarzy się coś co nami zatrzęsie. Ja przeżyłam takie trzęsienie kilka razy w życiu (5-6) i nawet po nich, po etapie szoku, z którego wychodzisz, jest czas refleksji i wdrażania zmian krok po kroku. Nic na szybko, nic w emocjach.

  • Malwina Z

    Bycie fighterem jest fajne, ciekawe i przynosi wiele korzyści w życiu!

  • Odnajduję się w tym wpisie. Fighter jest uparty a to bywa niewygodne dla innych, tak samo jak jest niewygodne dla samego fightera. Ale on ma coś w sobie z masochisty. Kiedy mu na czymś zależy, sporo umie przecierpieć.

    • No proszę. Nie wpadłam na to, żeby porównać fightera do masochisty, ale nie ma co udawać, że fighter jest zdolny czasem do rzeczy, o które sam by siebie nie podejrzewał. Prawdą jest więc, że zrobi więcej dla dobra sprawy, nawet jeśli to trochę niewygodne.

  • Katarzyna Kamińska

    życie to jak ring, czasem się kogoś znokautuje a czasem ktoś nam da po twarzy. Najważniejsze to się szybko pozbierać i walczyć dalej.

  • A ja bym mimo wszystko pozostawiła ten termin w kategorii sportowej, bo życie nie jest pasmem przeszkód, z którymi trzeba się mierzyć bezustannie

    • Absolutnie nie uważam i nie napisałam tego, że życie to pasmo przeszkód. Na swoim blogu i swoimi działaniami pokazuję coś wręcz zupełnie odwrotnego, a termin fighter jest w tym przypadku powiedzmy terminem umownym.
      Czy masz może jakieś bardziej odpowiednie do kontekstu tego artykułu określenie?

      • Nie mnie oceniać czyjeś życie, być może nie rozumiem przekazu ze względu na własną racjonalizację. Z drugiej strony, jeśli czujesz się fighterką i sama się w ten sposób określasz, to znaczy, że coś w tym jest. Siła, determinacja, pewność siebie?

        • Wpis zaczęłam zdaniem: „Często nazywana jestem fighterką.”, a kończę: „To w jakim stopniu jestem fighterką pozostawiam Waszej ocenie […]”. W tym tekście chciałam podkreślić to, że nawet jeśli ktoś nas postrzega i nazywa fighterem myśląc, że wszystko idzie nam jak z płatka, to jednak wszyscy miewamy słabsze dni, gorsze samopoczucie czy osłabioną motywację do tego, żeby zwalczać przeszkody, bo o nich akurat tu wyjątkowo mowa.

          Siła, determinacja owszem, z pewnością siebie trochę gorzej. Mam zbyt dużo pokory w sobie, żeby być pewną siebie, nawet jeśli jestem tak postrzegana.

  • Nie wiem, czy od razu nazwałabym się fighterką, ale zwykle konsekwentnie dążę do zamierzonego celu, chyba że dojdę do wniosku że mój cel sam w sobie nie jest tego wart – a często w naszym życiu okazuje się, że uparcie dążymy do czegoś, a potem ups! – nie było warto. A charakter kształtuje sama droga – jeśli podejmujesz się wyzwania i zaczynasz iść w tym kierunku, to już dobrze świadczy.

    https://kobietadozadanspecjalnych.blogspot.com/

    • Pod wyzwaniami chętnie się podpisuję, choć były takie, których nie ukończyłam i dobrze je zapamiętałam.
      Bardzo podoba mi się określenie, że charakter kształtuje sama droga. Działania, próby, sukcesy i porażki też go kształtują, stąd potrzeba ich podejmowania. Przynajmniej w moim przypadku 😉