Share Week 2018

28 Mar Share Week 2018. Po raz pierwszy u mnie.

Jeśli jesteście blogerami, akcja wymyślona przez Andrzeja Tucholskiego jest Wam doskonale znana.
Jeśli jednak słyszycie o niej po raz pierwszy śpieszę wyjaśnić, że Share Week to wydarzenie, w którym blogerzy polecają blogerów i ich miejsca w sieci. Opis akcji i jej zasady znajdziecie TU.

Pomimo, że w ubiegłych latach mój blog był przez wiele osób nominowany trafiając na listę wyróżnionych blogów (np. TU i TU), sama do akcji nie przystępowałam, ponieważ nie potrafiłam wyselekcjonować TYLKO 3 blogów (regulamin akcji) spośród dziesiątek przeze mnie uwielbianych i docenianych. Obawiając się, że sprawię komuś przykrość, wolałam nie wziąć w nim udziału, co z jednej strony mogło być odebrane jako skrajnie niekoleżeńskie, z drugiej tchórzliwe. Czytając i inspirując się wieloma blogami, osobiście poznając ich autorów na różnego rodzaju konferencjach i wydarzeniach niejednokrotnie zaprzyjaźniając się z nimi, miałam do nich bardzo osobisty stosunek, ogromną sympatię i podziw za to co robią, co dodatkowo utrudniało mi ostateczny wybór.

Oczywiście nadal tak jest, ale w tym roku postanowiłam opuścić swoją strefę komfortu i polecić Wam 3 miejsca z różnych tematycznie dziedzin. Z dumą je Wam przedstawiam, ale też drżącą ręką o nich piszę i na wszelki wypadek po zakończeniu tego tekstu szybko nacisnę przycisk „Opublikuj”, z tyłu głowy wciąż mam bowiem inne cudowne miejsca, które chciałabym Wam polecić. Muszę jednak zastosować się do zasad akcji, która ma na celu m.in. pokazanie światu trzech miejsc być może nieodkrytych, niedocenionych czy niesłusznie pominiętych.

„Blogerzy są niesamowici. Tworzą, bo tak sobie postanowili.
Dostarczają ogrom treści – prawie w całości darmowej i dostępnej dla każdego, bez segregowania,
bez żadnych ocen lub wymogów – która bawi, inspiruje, uczy, dodaje otuchy, a także pozwala zrozumieć.
I docierają z nią do milionów.

Tylko w ciągu kilku ostatnich miesięcy widziałem twarze wielu z nich w telewizji,
na okładkach czasopism, na plakatach, na obwolutach książek.

Niektórzy stali się ambasadorami międzynarodowych marek.
Niektórzy stworzyli krótkometrażowe filmy dla największych producentów.
Niektórzy pokazali ważne ich sercom problemy milionom obserwatorów.
Niektórzy spopularyzowali interesujące ich pola nauki jeszcze innym milionom.
A niektórzy założyli niesamowite, prężnie działające biznesy.”
Andrzej Tucholski

JAKOŚĆ I WARTOŚĆ

Te 3 blogi, pomimo, że poruszają zupełnie inną tematykę i mają innego odbiorcę, mają też kilka wspólnych cech i to tych najważniejszych. Są to jakość i wartość treści, a ich autorki to niezwykle zaangażowane, mądre i dojrzałe w tym co robią dziewczyny. Do tego bardzo sympatyczne, lubiane i doceniane przez swoich czytelników. Na ich blogach NIE znajdziecie clickbaitowych tytułów, których celem jest jedynie przyciągnięcie uwagi czytelników, ale za którymi nie zawsze stoi równie ekscytująca treść. Nie gonią też za sensacją i nie idą w tak bardzo modne ostatnio na blogach kontrowersje, które niestety podbijają statystyki, bo przecież społeczność lubi czytać i wypowiadać się na tematy, na których się nie zna.

Autorki poniższych blogów, czyli Aga, Renia i Olga konsekwentnie budują swoją markę i poza tym, że bawią, również w niewymuszony sposób nauczają i inspirują. Każdy z tych blogów polecałam wielokrotnie u siebie, ale jeśli w jakiś sposób uszły Waszej uwadze, przecztajcie kilka słów o każdej z nich z osobna.

BLOG THINKSTYLOWY – AGNES ON THE CLOUD

Agę poznałam rok temu dzięki właśnie akcji Share Week i praktycznie zakochałam się w jej tekstach od pierwszego przeczytania. Na jej wpisy czekam z utęsknieniem i nadzieją, bo zawsze znajduję w nich coś co mnie wycisza, koi, inspiruje, każe na chwilę się zatrzymać i oddać refleksji. Aga pisze o uważności, radości z drobnych rzeczy i nieśpiesznym życiu, a to tematy, które bardzo mnie interesują.

To jeden z niewielu blogów, którego wpisy lajkuję w ciemno. Najpierw lajkuję, a potem czytam, bo nie zawsze mam czas zrobić to w momencie kiedy się ukazują, a wiem, że warto przeczytać je w spokoju. Jeszcze nigdy się nie zawiodłam.

Znak rozpoznawczy tego bloga to no filter, duża wrażliwość i mądrość życiowa jego autorki.

Aga jest mi bardzo bliska, czuję z nią wirtualną nić porozumienia, z naszych rozmów wynika, że mamy wiele wspólnych tematów, wielokrotnie zgadzałyśmy się w swoich poglądach, mamy prawie codzienny kontakt ze sobą, a najciekawsze jest to, że NIGDY nie poznałyśmy się osobiście (Aga mieszka w Wiedniu). Jak na internetową znajomość to jest to superfajny kontakt, który mam nadzieję będziemy miały okazję jeszcze bardziej zacieśnić spotykając się po raz pierwszy na żywo na Blog Conference Poznań w kwietniu.

Bloga do pomyślenia Agnes on the cloud znajdziecie TU, ale uprzedzam jest wciągający jak najlepsza powieść, tyle, że serwowana w krótkich, blogowych odcinkach.

Na koniec dodam jeszcze, że chciałabym czytać tyle książek co Aga i mieć taki dar pisania jak ona.

Aga, wiem, że na ściganie się z algorytmami Facebooka nie masz najmniejszej ochoty, ale proszę, nigdy nie przestawaj pisać.

BLOG PARENTINGOWY – RONJA

Renia to jedna z moich najlepszych blogowych koleżanek. Zawsze mogę liczyć na jej wsparcie i życzliwość. Uwielbiam jej poczucie humoru i dystans do siebie, które są również domeną jej bloga. Tak się składa, że w blogosferze mam chyba najwięcej znajomych z dziedziny parentingu i pomimo, że znam wiele fajnych blogów poruszających tę tematykę, wpisy Ronji o macierzyństwie, wychowywaniu dzieci w duchu rodzicielstwa bliskości i skandynawskim stylu życia są mi najbliższe. Poza tym teksty Reni są po prostu mądre i bardzo przydatne.

Nie wiem skąd Renia bierze te wszystkie śmieszne filmiki, memy i obrazki, które wrzuca na swój fanpage, ale zawsze mnie bawią. Zawsze.

Renia utworzyła też całkiem niedawno grupę na Facebooku o nazwie Matki Dzikich Dzieci. Ło matko, co się tam wyprawia. Korci mnie, żeby napisać: „Tylko dla matek o mocnych nerwach”, ale napiszę coś znacznie gorszego. Polecam ją wszystkim usztywnionym, przestraszonym matkom i babciom podkreślając, że bezstresowe wychowanie nie istnieje, za to wsparcie dziecka na każdym etapie jego rozwoju bez spiny i rywalizacji, a z rozsądkiem, uśmiechem na ustach i dystansem jest kluczem do fajnego i mądrego rodzicielstwa.

Zajrzyjcie na Ronja.pl (KLIK), bloga matki, która odpuściła po dużo wartościowych tematów i kupę śmiechu na facebookowym fanpage’u.

BLOG LIFESTYLOWY – MAKE HAPPY DAY

Olgę śledzę od samego początku i podziwiam za ogromną amibicję, pracowitość i talent do pisania. Jej blog Make Happy Day (KLIK) to kopalnia wiedzy na temat naturalnej pielęgnacji, ale też wiele inspiracji dotyczących zdrowego stylu życia, czyli moja ulubiona tematyka. Ze względu na to, że przestawiam się na naturalne kosmetyki i pomału wdrażam w temat, często wpadam do niej, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Poza tym, że Olga ma dar i łatwość pisania dzięki swojemu dziennikarskiemu doświadczeniu, odnoszę wrażenie, że na temat naturalnej pielęgnacji wie wszystko! Jej artykuły traktuję jako eksperckie, a treści przedstawione są w sposób zrozumiały, przyjazny i wyczerpujący. Zdecydowanie wolę zajrzeć po praktyczną wiedzę na jej bloga niż do tzw. internetu. Bo Olga tworzy treści, które dobrze się czyta podając przy okazji na tacy gotowe przykłady, przepisy i ich zastosowanie.

Jeśli zaczynacie swoją przygodę z naturalną pielęgnacją lub chcecie zgłębić jej taniki, to oprócz bloga, Olga ma też swoją grupę na Facebooku (TU), w której możecie zadać każde pytanie i wyjaśnić każdą wątpliwość. Grupa zgromadziła fanki naturalnej pielęgnacji, które wymieniają sie swoimi spostrzeżeniami, testują nowe produkty, ale też dzielą się różnego rodzaju inspiracjami z zakresu zdrowego stylu życia.

Olga pokazuje też kawałek pięknej ziemi, na której mieszka od 2 lat. Nigdy nie interesowałam się specjalnie Norwegią, ale po tym co zobaczyłam mam ogromną ochotę doświadczyć tego cudu natury osobiście. Ja też mieszkam w otoczeniu lasu i wody, no ale tak zapierających dech w piersiach widoków to ja na co dzień nie mam.

Na koniec zabawna rzecz. Zdarza się, że poruszamy z Olgą podobne tematy, ale z 2-3 razy miałam taką sytuację, że Olga opublikowała swój wpis rano przyprawiając mnie niemal o omdlenie, bo ja z kolei miałam taki sam artykuł przygotowany na wieczór. Wyobrażacie sobie, że nie kontaktując się ze sobą można w tym samym czasie napisać bardzo podobny w brzmieniu i o tym samym tytule artykuł? No więc powiem Wam coś więcej. Spośród setek zdjęć stockowych można też wybrać do takiego artykułu to samo zdjęcie okładkowe. Tak było. Raz, ale było 🙂

 

To już wszystko. Znowu się rozpisałam, ale na temat tych dziewczyn i ich blogów mogłabym napisać dużo więcej. Powyższa zajawka ma być jedynie zachętą do zajrzenia do miejsc, które tworzą w sieci, bo szkoda, żeby dla wielu pozostały nieznane. Dajcie znać czy Wam również się podobają, a jeśli znaliście je wcześniej, to napiszcie za co je cenicie i lubicie. Niech się niosą.

* * *

A mnie już lubicie? 😉

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl