23 Lis Tylko szczęśliwa mama wychowa szczęśliwe dzieci

Jestem szczęśliwą i spełnioną mamą. W zasadzie niczego do pełnienia tej roli mi nie brakuje, poza czasem, ale to akurat nic odkrywczego. Wiem, że nie jestem sama w macierzyńskim matriksie. Jestem też w dużo bardziej komfortowej sytuacji w porównaniu z mamami, które wychodzą z rana z domu i wracają późnym wieczorem. Ten etap życia mam już za sobą i jeśli narzekam na brak czasu, to zawdzięczam to tylko i wyłącznie sobie, swojej organizacji czasu, narzuceniu ilości zadań i ustaleniu priorytetów. Wybory, których dokonuję w ostatnich latach oparte są o nasze rodzinne preferencje, a styl życia dostosowuję do rytmu dzieci i domu. Poza tym życie toczy się normalnie, jak u większości rodzin, tyle, że u nas jest głośno, wesoło, dynamicznie, energetycznie i tak zwyczajnie fajnie. Czy szczęśliwa mama to coś nieosiągalnego?

Jeśli komuś przyjdzie do głowy myśl, że ewentualnie jest mi za dobrze, to od razu doprecyzowuję, że problemy dnia codziennego nas nie omijają, a logistyka i organizacja życia naszej rodziny przyprawia czasem o ból głowy i niemały stres. Doceniam jednak to co mam, ponieważ ten model rodziny bardzo mi odpowiada ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Jazdę na rollercoasterze też trzeba lubić 😉

Atrakcji dostarcza nam trójka wspaniałych dzieciaków (4, 8 i 16 lat), a ja uwielbiam upajać się ich życiem i emocjami, obserwować ich rozwój, to jak pokonują przeszkody, uczą się, śmieją, przeżywają, martwią, pomagają czy dzielą sobą ze światem. Tak, to czyni mnie szczęśliwą, ale najbardziej cieszy mnie to, że moje dzieci rozumieją, że mama to nie tylko miłość, troska, oparcie, pomocna dłoń, poczucie bezpieczeństwa, ale też żona, córka, siostra, przyjaciółka, a przede wszystkim odrębna istota z własnymi potrzebami, pragnieniami, marzeniami i troskami. Rozumieją, że dopełnieniem definicji szczęśliwej mamy jest to, że potrzebuje też czasem zająć się sobą, zadbać o swój rozwój osobisty, własne zdrowie, dobre samopoczucie i relacje z innymi.

Zdjecie rodzinne

Fot. Mąż 🙂

Jest kilka kwestii, za które szczególnie jestem wdzięczna swoim dzieciom i chcę, żeby wiedziały, że bardzo to cenię, a mianowicie:

wspólne rozmowy

Bardzo lubię nasze wspólne rozmowy – przy posiłkach, podczas kąpieli, wieczorem przed zaśnięciem, z rana tuż po wstaniu, w trakcie podróży samochodem, podczas wspólnych wyjść, spacerów czy zabaw. Określiłabym je wręcz rytualnymi. Rozmawiamy dużo, bo to zbliża, pozwala określić swoje emocje, pomaga rozwiązać problemy, daje możliwość zwierzenia się, poza tym zwyczajnie w świecie wiem co słychać u moich dzieci na bieżąco. Każde z nich jest inne, a taka rozmowa pozwala zwrócić uwagę na indywidualną postawę dziecka, jego odrębne zdanie czy stosunek do otaczającego je świata. Dla mnie to mega ważne i pouczające, poza tym, że często nasze rozmowy są bardzo zabawne i są fajną formą spędzenia ze sobą czasu.

chwile dla siebie

Moje dzieci rozumieją, że są takie chwile (dość zresztą często), kiedy potrzebuję mieć czas tylko i wyłącznie dla siebie. I nie chodzi tu jedynie o zadbanie o siebie i wyjście do fryzjera czy kosmetyczki, ale czas na pobycie samej ze swoimi myślami, sprawami i problemami, przeczytanie książki, posurfowanie w sieci czy realizowanie swoich pasji. Wiedzą, że jest to czas, w którym rodzą się moje pomysły, tworzą nowe plany lub domykają stare i starają się to uszanować cierpliwie czekając, aż załatwię swoje sprawy, a ja staram się nie przeciągać ich w czasie.

moje zdrowie

Cieszy mnie również to, że udało mi się zaszczepić w dzieciach troskę o własne zdrowie, w tym moje i dlatego nie zatrzymują mnie i nie jęczą, kiedy po raz czwarty w tygodniu wychodzę na trening do klubu sportowego. Wiedzą, że aktywności sportowej potrzebuję jak tlenu i czasem towarzyszą mi w moich zajęciach lub przyłączają się do ćwiczeń wykonywanych w domu. Pamiętam wiele zabawnych sytuacji z tym związanych, kiedy np. moja 2-letnia córka rozebrana do pampersa próbowała zrobić tzw. plank (podpór na przedramionach), czy nakrywała się nogami wykonując własne akrobacje lub usiłowała podnieść ciężarek. Niemniej jednak asystowanie młodszych córek przy gimnastyce sprawiało mi radość i dodatkową motywację do dalszej aktywności.

zdrowe odżywianie

Od ok. 2 lat bardzo zwracam uwagę na sposób odżywiania naszej rodziny stopniowo zmieniając nawyki żywieniowe i muszę przyznać, że tak jak z początku budziło to niepokój dzieci, że ich dieta będzie uboga w różnego rodzaju smakołyki, tak teraz mam ogromną satysfakcję, kiedy biorą czynny udział w przygotowywaniu zdrowych posiłków i z zaciekawieniem przyjmują kolejne nowości, które im serwuję. Dumą i radością napawają mnie sytuacje, kiedy słyszę, że moja córka prosi panią w szkolnym sklepiku o podanie butelki z sokiem, żeby sprawdzić jego skład. Robi to z własnej woli i przychodzi jej to naturalnie. Jak każde dziecko oczywiście i moje miewają chwile słabości, a ja im na to pozwalam, bo sama nie stronię od swoich żywieniowych grzeszków. Najważniejsze jest jednak to, że towarzyszą mi w zmianie nawyków żywieniowych i wspólnie staramy się w tej kwestii wzajemnie motywować.

inwestycja we własny rozwój

Kiedy muszę wyjechać na konferencję czy szkolenie – wyjeżdżam, kiedy potrzebuję pouczyć się w domu – uczę się, kiedy przesiaduję wiele godzin przed komputerem pracując – robię to, a dzieciaki starają się mi nie przeszkadzać. Skłamałabym oczywiście, gdybym powiedziała, że nie przychodzą w tym czasie do mnie z niecierpiącymi zwłoki sprawami wagi państwowej, szanują jednak to, że robię coś dla siebie, bo wiedzą jak jest to dla mnie ważne. Widzą też, że inwestycja we własny rozwój to siła napędowa mojego działania. Kiedy zwalniam tempo jestem nie do zniesienia 😉

spotkania towarzyskie

Jak pisałam wyżej, wygospodarowanie czasu dla siebie jest dla mnie bardzo ważne i dotyczy to również sfery towarzyskiej. Są to spotkania z przyjaciółmi, znajomymi, wyjścia do kina, teatru, na koncert czy wystawę. Zazwyczaj planuję je wieczorem, kiedy młodsze dzieci i tak pomału kładą się do łóżek lub w weekendy, kiedy zostaje z nimi mój mąż i ewentualnie starszy brat. Czasem krótko zamarudzą, że znowu wychodzę z domu, pytają kiedy wrócę, ale wiedzą, że jestem zwierzęciem towarzyskim i czasem potrzebuję oderwać się od spraw domowo-rodzinnych. Od jakiegoś czasu ćwiczę nową opcję, a mianowicie 2-3-dniowe wyjazdy weekendowe z przyjaciółką, po których wracam wypoczęta, z nową energią i uśmiechem na twarzy, co niewątpliwie pozytywnie wpływa na nastroje i wzajemne relacje w rodzinie.

wsparcie i docenienie

Jak każda mama, lubię być doceniona za swoją pracę, którą wkładam nie tylko w wychowanie dzieci, ale też ich codzienną opiekę i troskę. Jednak otrzymuję znacznie więcej, bo nie tylko ja wspieram swoje dzieci w ich codziennym życiu, ale dostaję także to wsparcie z ich strony i dotyczy to wszystkich powyższych punktów.

Cieszy mnie również fakt, że dostrzegają i doceniają to co dla nich robię i potrafią okazać to, że czują się kochane, zaopiekowane, potrzebne i szczęśliwe. Mam nadzieję, że tak pozostanie, bo inaczej nie byłabym szczęśliwą mamą, gdybym widziała, że czegoś im brakuje, jeśli chodzi o uczucia czy poczucie bezpieczeństwa.

Mama i dzieci

Fot. Mąż 🙂

Przy okazji tego tematu chciałam Was zachęcić do przeczytania bardzo ciekawego wywiadu znanej większości z Was Natalii z bloga nishka.pl (KLIK) z cenionym psychoterapeutą Robertem Rutkowskim „Tylko szczęśliwy człowiek może wychować szczęśliwe dziecko” (KLIK), który zresztą natchnął mnie do napisania tego artykułu. Padają w nim mocne, ale bardzo mądre słowa m.in. o tym, że „nie internet czy narkotyki, ale najczęściej właśnie rodzice są głównym zagrożeniem dla swoich dzieci, bowiem to oni są tym naczyniem kształtującym osobowość dziecka”.

Rola mamy to trudna rola, ale jedna z najpiękniejszych jakie można odgrywać. A czy Wy czujecie się szczęśliwymi mamami? 🙂

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl