odpoczynek

13 Lis Nie myl zmęczenia z brakiem motywacji.

Kilka dni temu dopadł mnie spadek formy. Czasem tak mam, że po kilkunastu dniach na pełnych obrotach, mój organizm domaga się zwolnienia tempa. Jestem całkiem mocno przekonana, że potrafię te sygnały odczytywać, choć przyznaję, że zdarza mi się je ignorować. Wiem, że granica jest cienka i dlatego najbardziej boję się tego, że dopuszczę do zbyt dużego przemęczenia i wtedy moje ciało, umysł i psychika same za mnie zadecydują, że czas odpocząć.

Zwykle podchodzę do sprawy spokojnie, bo zwykle wystarcza mi chwila, żeby zresetować siły. Tym razem ten stan trwał nieco dłużej, a ja czułam, że z dnia na dzień zamiast zyskiwać tracę siły. Może to początek jakiejś infekcji, a może spadek formy nie tylko fizycznej? Przez moment żyłam w zawieszeniu. Dodatkowo rozmawiając z kilkoma osobami często słyszałam, że czują się wypaleni, brak im motywacji, są przygnębieni chłodną i burą jesienią. No nic tylko podpiąć się pod tą wersję. Po chwili namysłu wzięłam się jednak w garść, zrobiłam to co robię zawsze i wyszłam na prostą. O tym poniżej.

Zmęczenie to nie porażka, dlatego…

uczę się traktować je jako konsekwencję prowadzenia intensywnego trybu życia.

Jako osoba aktywna, lubiąca kiedy wokół dużo się dzieje, mam chyba problem z przyznaniem się przed samą sobą, że bywam zmęczona. Nie daję sobie zgody na to, żeby położyć się bezczynnie na kanapie, bo wciąż mam coś do zrobienia. Wmawiam sobie, że nie potrzebuję tego, że dam radę, że inni robią więcej, a tempo zwolnię wtedy kiedy poczuję taką potrzebę. Tyle, że czasem ten moment się wydłuża, a ja kumuluję w sobie coraz większe zmęczenie. Czy czegoś się obawiam? Chyba spadku motywacji, z którą zwykle nie mam problemu, ale też odpuszczenia i rozleniwienia, którego nie lubię.

Odpuszczenie bywa jednak zbawienne, bo…

uświadamia mi, że dzięki niemu potrafię nadać priorytety swoim zadaniom. Przy okazji zrzucam z siebie ciężar odpowiedzialności za wszystko i robię to co jest ważne dla mnie osłabiając przy okazji schorzenie zwane zadanioholizmem. Z początku odpuszczanie jest trudne, ale kiedy zrozumiesz jego potęgę zyskasz czas, siły na rzeczy, na których naprawdę Ci zależy i dystans, którego wszyscy tak bardzo potrzebujemy.

Dystans z kolei sprawia, że…

natychmiast nabieram świeżego spojrzenia na to co robię, ale przede wszystkim przepełnia mnie wewnętrzna radość i zyskuję zdrowe podejście do otaczającego mnie świata. Niestety dystans jest często mylony z odpuszczaniem lub lenistwem, choć powinien być raczej kojarzony ze zdrowym rozsądkiem i sposobem na uniknięcie niepotrzebnych spięć.

Moje sposoby na zmęczenie:

zwolnienie tempa zanim dojdzie do zmęczenia

Świadome zwalnianie tempa kilka razy w ciągu tygodnia powoduje, że jestem nie tylko mniej zmęczona, ale zyskuję siłę do działania. W moim przypadku wystarczy codzienne 30 minut dla siebie, wyjście na spacer (koniecznie z aparatem fotograficznym), przejażdżka na rowerze, wolny od obowiązków wieczór lub oddanie się ulubionej czynności (patrz poniżej). Najlepszy jednak skutek odnosi krótki, weekendowy lub nawet 1-dniowy wyjazd, podczas którego łapię nową energię i ładuję akumulatory. Jeśli o tym zapomnę lub zatracę się w natłoku obowiązków, potrafię przeoczyć utratę sił, która prowadzi do spadku formy.

Daleko mi do walnięcia się na sofę, ale zimą przychodzi potrzeba codziennej 15-minutowej popołudniowej drzemki. Po niej mogę przenosić góry.

wyciszenie w formie wykonywania ulubionej czynności

Rozmowa z moimi dziećmi (ale z każdym z osobna) i robienie z najmłodszą córką różnych zadań (pisanie, czytanie, liczenie, rysowanie, malowanie, lepienie, wycinanie), kreślenie nowych planów w kalendarzu, czytanie książki, samotny wieczór (rzadkość niestety), relaksująca kąpiel z maseczką na twarzy koniecznie z użyciem ulubionych olejków, oglądanie zdjęć z podróży czy układanie ich w albumie (dawno tego nie robiłam), słuchanie muzyki chillout’owej i wszelkie domowe czynności typu zrobienie kolorowej sałatki czy ulubionego koktajlu, który dodaje energii, zrobienie porządków w kuchennych szafkach, sadzenie kwiatków, przemalowanie szafki wpływają na mnie wyciszająco i pomimo, że niektóre wymagają czegoś więcej niż spoczynek, odprężają mnie i tym samym minimalizują zmęczenie. Ponad wszystko jednak najbardziej wycisza mnie wylogowanie się z sieci.

W ciepłych miesiącach roku największe wyciszenie daje mi chwila spędzona na tarasie z ulubioną lekturą i kubkiem gorącej kawy.

zabawa i relaks poza domem

Wyjście na koncert, do teatru, kina czy do znajomych pomimo zmęczenia fizycznego sprawiają mi na tyle dużą przyjemność, że po powrocie czuję się mniej zmęczona. Wyjście z domu to również forma relaksu, a zrobienie czegoś dla siebie to chwila zapomnienia o tym co muszę lub co powinnam zrobić. Poza tym czas spędzony w dobrym towarzystwie i ciekawym miejscu jest doskonała rozrywką dla naszego umysłu.

energetyzująca dieta w wersji light

Kiedy jestem bardzo zmęczona nie mam ochoty ani na duży ani pożywny posiłek. W moim przypadku najlepiej sprawdzają się lekkie, nieduże dania na bazie warzyw i owoców oraz ryb spożywane w regularnych odstępach czasowych. Jeśli zmęczenie nie jest zbyt duże, a chcę zapewnić sobie energię na dłużej, wybieram danie, którego podstawę stanowią kasze, ryż lub makaron.

aktywność sportowa w wersji slow

To co niektórych męczy, mnie relaksuje. Wyjście do klubu sportowego na niezbyt intensywny trening, slow jogging czy ćwiczenia na platformie w domu pomimo, że są wysiłkiem fizycznym, pozwalają mi zregenerować organizm, zyskać nową energię, poprawiają nastrój, a w rezultacie tego wszystkiego ułatwiają wieczorne zasypianie.

zdrowy sen w parze z biologicznym zegarem

Najlepiej śpię po wysiłku fizycznym, relaksującej kąpieli, kubku białej herbaty z imbirem i cytryną lub szklance gorącego mleka. Z sypialni pozbyłam się telewizora i komputera. Czas wywalić z niej jeszcze telefon komórkowy. Pokój mam zawsze przewietrzony, a zasłony zaciemniające, lubię też obudzić się z rana sama, na co często pozwala mi mój biologiczny zegar.

dzień wolny od wszystkiego

A kiedy zawiedzie już wszystko, biorę wolny dzień, dzień off – off od wszystkiego. Odkładam na bok komputer, staram się nie zaglądać do komórki, nie gotuję obiadu, nie sprzątam domu, nie gonię do sklepu, nie wychodzę na trening. Robię niezbędne minimum, które muszę wykonać jako mama trójki dzieci. W takim dniu pozbywam się też wyrzutów sumienia, bo wierzę, że zasługuję na kilkanaście godzin odskoczni od codziennej bieganiny. To pozwala mi nie tylko pozbyć się zmęczenia, ale też złapać równowagę, której bardzo potrzebuję w zabieganej rzeczywistości. Jeśli tego nie zrobię mój osłabiony organizm będzie bardziej podatny na infekcje, a psychika na obniżony nastrój.

Jeśli wydaje Ci się, że tracisz motywację do działania, zastanów się czy nie jest to aby duże zmęczenie. Jeśli czujesz się zmęczony, usiądź na chwilę i poczekaj aż Ci przejdzie albo zrób to co zwykle dodaje Ci sił. A jeśli czujesz, że opadasz z sił, zaakceptuj fakt, że zasługujesz na wypoczynek. Odpoczynek to nie lenistwo, pisałam o tym TUTAJ. Odpoczynek to stan umysłu! 🙂

Masz jakieś swoje sposoby na zmęczenie i regenerację sił? Czy wystarczają Ci po prostu sen i chwilowy odpoczynek na kanapie? Podziel się ze mną, może i ja je wykorzystam?

♥ ♥ ♥

Jeśli spodobał Ci się ten wpis lub uważasz, że może przydać się innym, będzie mi bardzo miło, jeśli go udostępnisz. Dziękuję, że jesteś i wspierasz.

Jeśli chcesz być również na bieżąco z kolejnymi artykułami na blogu i tym co udostępniam na kanałach społecznościowych, polub Esencję na Facebooku, zajrzyj na Instagram (jestem też codziennie na Instagram Stories) i odwiedź Twittera.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl
  • Widzę że nie ja jedna mam czasem spadek formy. Motywacji raczej mi nie brak ale czasem czuje jak organizm domaga sie odpoczynku i wiesz co? Zaczęłam go słuchać bo odciaglego biegu i zmęczenia chorowałam w momencie jak zaczęłam odpoczywać błędne koło chorob przerwałam 😉 Relaks z książką teatr czy spacer i najważniejsze sen to moje sposoby

    • Piąteczka Iza. Mi również motywacji nie brakuje, dlatego zdziwiłam się, kiedy w tym tygodniu totalnie opuściły mnie siły. Chorować, nie choruję, aczkolwiek małe przeziębienie mnie dopadło, ale wezmę ten aspekt pod uwagę w nadchodzących tygodniach. Osłabiony organizm narażony jest na infekcje, a sezon trwa.

  • Ostatnio zauważyłam, że najbardziej pomaga mi taki weeekend off – jak najmniej komputera, jak najmniej mysle nia o pracy i o blogu. Za to dużo czasu z rodziną, dłuższe pozostanie w łóżku rano, sprzątanie, ktore jest dla mnie wyjątkową formą relaksu, ugotowanie czegoś smacznego i obowiązkowo długi spacer. A do tego wieczór spędzony na oglądaniu serialu i jestem gotowa na poniedziałek 🙂

    • Prosty i skuteczny plan na wypoczynek. Chyba najlepszy dla rodziny. A ja się zastanawiałam jak Ty to wszystko ogarniasz, bo widzę co i ile robisz 😉

  • Miałam taki sposób – spacer z psem, było minęło, zabawa z kotem to jednak nie to samo choć mruczando to też super leksrstwo na „gorsze dni” 🙂

  • eV

    Nie raz miałam tak, że naprawdę bardzo bardzo chciałam coś zrobić i… budziłam się kilka minut później. Niestety, będąc skrajnie zmęczonym nie da się pracować ani tworzyć. Czasem trzeba zrobić sobie przerwę, uciąć drzemkę, wyjść się przewietrzyć. Bardzo fajny wpis :).

    • Organizm zadecydował za Ciebie. Tego się właśnie zawsze obawiam, bo zaburza to moje plany 😉

  • Dla mnie najlepszy jest sen… Wyspanie to w moim przypadku warunek normalnego funkcjonowania…

    • Wszyscy wiemy, że sen to podstawa. Nie wszyscy dbamy o niego w należyty sposób. Ja zaliczałam się do tej drugiej grupy, ale pomału z niej wychodzę 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Gorszy czas każdemu się może zdarzyć – oby tylko niezbyt często 🙂 – a wtedy ten „dzień wolny od wszystkiego” wydaje mi się wręcz idealnym rozwiązaniem, żeby naładować akumulatory i wrócić do dawnej, wyjściowej formy.

    • To prawda, że wolny dzień często załatwia sprawę. Tyle, że trzeba sobie go zorganizować, a i to potrafimy odkładać w nieskończoność, bo zawsze jest coś pilniejszego i ważniejszego.

  • Fajny art. Dorzuce od siebie kilka zdań. W tym roku bardzo mocno odrabiam zaległości w książkach. One Thing i Zero to one to dwie fajne biznesowe pozycji. Pojawia się tam rzecz wspólna, dorzucę do tego jeszcze swojej interpretacji.
    Autorzy tych książek zachęcają do traktowania swojego organizmu jako różnych pojemników. Mamy pojemnik siły fizyczne – wiadomo, że po bieganiu trzeba się zregenerować. Ale pojawia się tam też zachęta, żeby ogarnąć tak samo zasoby zatytułowane silna wola, motywacja czy kreatywność. Każdy z nas ma różne wielkości tych zasobów – ale warto uczyć się z nich nie czerpać bez sensu – oszczędzać je na czas kiedy będą potrzebne 🙂

    • Makes sense. No i skoro Ty polecasz te książki, to ja się nimi zainteresuję 😉
      Fajnie Michał, że wpadłeś.

  • Ugotowanepozamiatane.pl

    Najtrudniejsze jest to, żeby odpuścić zanim poczujemy zmęczenie. Jak to zrobić?

    • Nauczyć się? Ja tak robię, choć zdarza mi się udawać, że nie ma potrzeby. Taka ludzka głupotka 😉

  • Ciekawy wpis. 🙂 Obecnie, będąc w ciąży regeneruję energię krótką drzemką w ciągu dnia. Wcześniej był to sport, ale nie ten w wersji slow. 🙂

    • O, okres ciąży jest doskonałym przykładem. Wtedy kierujemy się zdrowym rozsądkiem i dla dobra naszego i naszego dziecka dbamy o należyty wypoczynek.
      Sport w wersji slow uprawiam wtedy, kiedy jestem zmęczona. Poza tym też lubię bardzo intensywnie.

  • CIekawe! Ja pomimo zmęczenia mogę pracować długo na pełnych obrotach, jeśli coś mnie bardzo inspiruje, a czasem wypoczęta nie mam ani krzty ochoty do działania 🙂 A czasem tak jak mówisz, wystarczy zroić sobie dzień luzu i wszystko wraca do normy 🙂

    • Coś w tym jest o czym piszesz. A ten dzień luzu jest właśnie potrzebny m.in. po to, żeby nabrać dystansu do życia lub/i tego co robimy.

  • Kilińska

    Och jak tu cudnie u Ciebie… ojej. Pięknie. A wpis jest rozkoszny. Zatrzymałam się dłużej na śnie i biologicznym zegarze. Mój, zbadałam, a jakże, jest 21.00-5.20. Normalnie cud, miód, orzeszki. Wtedy jestem wyspana jak nigdy, starcza mi sił do 23!!! tylko jak tu się położyć o tej dziewiątej??? będę próbować w każdym razie. ściskam mocno.

  • Sylwia Antkowicz

    U mnie właśnie przyszło zmęczenie, wiec wpis idealnie trafiony. Córka ostatnio budzi sie w nocy dosłownie co chwilę, a ja w dzień nie potrafię odpuścić. Wszystko musi być zrobione. Chyba pora na 1-2 dni odpoczynku

  • Dokładnie, jak jestem zmęczona to nie potrafię się na niczym skupić. Chciałam napisać artykuł na zadany temat…nie umiałam sklecić ani zdania, ale jak zaczęłam pisać o czym chcę to powstał wpis o tym dlaczego czytam Finansowego Ninję. Wystarczy pozwolić sobie czasem zrobić to co się chce, a nie to co trzeba, bo obowiązki nie uciekną 🙂

    • To jest dobry pomysł, żeby zrobić w pierwszej kolejności to co nakręci nas do dalszego działania, choć niektórzy wolą zrobić jednak najpierw to co jest obowiązkowe i konieczne, a nie zawsze przyjemne. To chyba kwestia charakteru, nawyków, preferencji w danym momencie i własnych możliwości.

  • Przyjazne Życie

    Jeszcze jakiś czas temu musiałam mieć wszystko zobione i dopiero wtedy siadałam zadowolona. Po pewnym czasie obowiązków zrobiło się więcej i nie było kiedy nacieszyć się tym czego się dokonało. Dlatego w 100% zgadzami się ze zdaniem „odpuszczenie bywa zbawienne”. Bo wynokanie niektórych czynności rzadziej i zrozumienie, że nie damy rady zrobić wszystkiego dale odgomnr poczucie swobody (nie myslę to o lenistwie). Dla bardzo energetyczne są spotkania z rodziną i przyjaciółmi lub bieganie nawet bardzo krótkie.

    • No właśnie czasy, kiedy miałam wszystko zrobione należą już do dalekiej przeszłości. Od jakiegoś czasu żyję trochę w świecie zaległości, ale obserwuję otoczenie i widzę, że nie jestem jedyna. Ty też o tym piszesz. Kiedyś bym sobie to wyrzucała, dzisiaj akceptuję i robię swoje działając. Robię dużo, więc sumienie mam czyste. Prawdopodobnie za dużo sobie narzucam i stąd zawsze jest coś do zrobienia. Mądre odpuszczenie jest tu ważne.

  • Ja zawsze po przerwie wracam z podwójną siłą!

  • Joga joga joga <3

    • Z jogą mi nie po drodze. Próbowałam wiele razy. Może kiedyś to się zmieni.

      • Olu ja probowalam przez pierwsze dwa lata u roznych nauczycieli i nie moglam sie przekonac az trafilam na swoj styl i swojego nauczyciela i wpadlam jak sliwka w kompot 😉

        • Tak właśnie słyszałam. Trzeba trafić na właściwą osobę. Choć myślę sobie, że moment w życiu musi przyjść też na to odpowiedni. Ja nie jestem jeszcze gotowa 😉

  • Mnie najbardziej regenerują wyjazdy, najlepiej na taką wsiową wieś. Na drugim miejscu jest wyjście nordic walking do parku, czasem niezbyt ambitny film. Sen w dzień jest najwyższą konieczności. Od dzieciństwa mam tak, że muszę po południu przespać pół godziny…

    • Ze mną jest podobnie, ale ponieważ mieszkam pod dużym miastem z dala od zgiełku, wśród drzew, lasów i wody to wszelkie wyjazdy są jedynie zmianą miejsca i łapaniem dystansu. Wracam wypoczęta psychicznie i dalej korzystam ze swoich okolicznych, naturalnych zasobów 😉
      Z tym snem to jednak rzadkość, więc tym bardziej podziwiam.

  • Odpoczynek jest bardzo ważny, jeśli czujemy zmęczenie i spadek sił to wtedy chwila oddechu od obowiązków jest najlepszym lekarstwem. I najlepiej ładuje akumulatory 🙂

  • Dobrze, że zwróciłaś na ten temat uwagę. Często osoby aktywne, które ciągle chcą coś zrobić, właśnie nie potrafią usiąść w spokoju na kanapie, mówiąc „inni robią więcej”, są wyczerpane, a swoje zmęczenie tłumaczą przed sobą jesienna chandrą czy spadkiem motywacji. Też to u siebie ostatnio zauważyłam, a raczej Luby zauważył, przestrzegając mnie przed takim trybem życia.

  • Dla mnie sposobem na zmęczenie stało się zwolnienie tempa. Pracuję w domu, więc bez umiaru czasami. Sobota-niedziela-święta też czasami (czytaj: zawsze) aż w końcu powiedziałam sobie dość. Ustaliłam mały harmonogram i zaczęłam pozwalać sobie na luz i relaks. Takie niby proste sprawy, a poczułam się znacznie lepiej 😉

    • To jest trudne szczególnie przy pracy w domu. Twój komentarz jest mi bardzo bliski. W zasadzie czuję jakbym ja go napisała, bo dokładnie odzwierciedla mój faktyczny stan 😉

      • to chyba nazywa się pracoholizm ;))))

        • Nigdy nie identyfikowałam się z tym pojęciem 😉 Lubię to co robię i robię to z przyjemnością. Nieważne czy są to sprawy zawodowe czy prywatne. Po prostu je lubię.

          • Nie lubię tego słowa, ale w moim przypadku niestety tak bywa. Muszę się kontrolować, bo wpadam w szaleństwo czasami 😉

          • Może ja też się do tego nie przyznaję, bo również nie lubię tego określenia.

          • Nie nazywajmy więc tego, ale pilnujmy się 😉 we wszystkim potrzebny jest umiar 🙂

          • Ależ my to wiemy prawda? 😉

          • teraz już tak! 😉

  • Na mnie dziala dzien off, nic tak dobrze w moim przypadku nie laduje akumulatorow. Super wpis Olu, jak zawsze. Pozdrawiam serdecznie Beata