trendy zywieniowe na jesien i zime 2017

05 Lis Trendy żywieniowe na jesień i zimę 2017

To jeden z moich ulubionych tematów na blogu, bo porządkuje i nazywa po imieniu kwestie związane z moim odżywianiem, motywuje mnie do zadbania o swoje zdrowie i jednocześnie, jak ptaszki ćwierkają, jest dla Was inspiracją. Nasza dieta o tej właśnie porze roku przechodzi bowiem metamorfozę, której nie chcemy i która najczęściej objawia się wzmożonym apetytem, nadprogramowymi kilogramami i dodatkowymi centymetrami w talii. Przyczyną tego są oczywiście zmieniające się potrzeby naszego organizmu, który w tych najchłodniejszych miesiącach roku domaga się bardziej sycących, przez co również często bardziej kalorycznych potraw broniąc się w ten sposób przed zimnem.

O tym co najlepiej jeść i pić jesienią i zimą pisałam rok temu przeprowadzając wywiad z psychodietetykiem i psychologiem, który znajdziecie poniżej. Temat oczywiście co roku powraca jak bumerang i w zasadzie nigdy się nie dezaktualizuje. Niemniej jednak uściśliłam kilka rzeczy, które mają związek m.in. z moim rosnącym zapotrzebowaniem na tłuste i słodkie.

Odpowiednio dobrana do pory roku dieta ma wpływ nie tylko na naszą wagę i wygląd, ale przede wszystkim zdrowie, naszą odporność i dobre samopoczucie, więc, żeby nie powtarzać treści z poprzednich wpisów od razu przechodzę do swoich założeń na jesień i zimę 2017:

śniadania w wersji slow

Najtrudniejsze w dniu powszednim jest zjedzenie śniadania w spokoju, bez pośpiechu, nerwów i poganiania dzieci do wyjścia z domu. Trudno w pośpieszny poranek o śniadanie w wersji slow, ale ze względu na to, że pracuję w domu, postanowiłam tę część dnia zwolnić, co jest możliwe dopiero po wyjściu dzieci do szkół i przedszkola. Te kilka minut porannego rytuału w postaci przygotowania zdrowego i dającego energię na cały dzień śniadania, a także zaparzenie ulubionej kawy, ostatnio dyniowej, jest równie ważne dla zdrowia, jak i mojego komfortu przed przystąpieniem do pracy. Hasło przewodnie: celebrujmy posiłki na miarę swoich możliwości (KLIK)

zero waste cooking

Oszczędne gotowanie to mój cel na najbliższe tygodnie. Zdarza się, że zakupy robię codziennie, a czasem co kilka dni z listą, której ściśle się trzymam. Brakuje w tym jednak pewnej regularności i przez to jedzenie czasami się przeterminowuje, bo kupuję coś na wyrost. Bardzo tego nie lubię i chciałabym bardziej uważnie podchodzić do tematu, szczególnie, że wolę robić racjonalne zakupy, które umożliwiają przygotowanie różnorodnych posiłków z tych samych produktów. Przy okazji rozsądne zakupy wiążą się też z doborem produktów, które są zdrowe, odpowiednie na zimną porę roku, nie tuczą, a sycą,

Myślę, że w utrzymaniu tego postanowienia pomoże mi książka Kasi z ograniczam.się „Życie zero waste”, której jeszcze nie przeczytałam, a która zawiera wskazówki w jaki sposób żyć bez marnotrawstwa.

więcej rozgrzewających potraw

Zupy niestety nie są moją domeną, dlatego wybieram proste rozwiązania i najczęściej są to sycące zupy-kremy. Zupy uwielbiam, ale moja rodzina preferuje drugie dania i to one najczęściej pojawiają się na naszym stole. Myślę, że zima to doskonała okazja do tego, żeby ten nawyk zmienić, ale też zwrócić uwagę na dania, które są sycące i ocieplające organizm od wewnątrz dzięki składnikom, które mają rozgrzewające właściwości.

Zatem jesienią i zimą do naszej diety włączam więcej przypraw typu: imbir, cynamon, kardamon, goździki, kolendra, gałka muszkatołowa, chili czy kurkuma, nie zapominając o owocach i gotowanych warzywach (w szczególności papryka, pomidory, szpinak, kalafior, brokuły, jarmuż). Dużą uwagę przywiązuję także do pełnoziarnistych produktów, roślin strączkowych, ryb (łosoś, makrela, sardynki, śledź, wędzony węgorz, szproty w oleju, tuńczyk) i orzechów. Kolejną rzeczą są kiszonki jako naturalny probiotyk i źródło witamin z grupy B regulujących zwalniający na zimę metabolizm, a także witaminy C, E,  K, A, wapń, magnez, fosfor, potas.

gorące napoje vs smakowe wody i koktajle

To postanowienie jest najłatwiejsze dla mnie do zrealizowania, ponieważ siedząc przed komputerem piję sporo ciepłych płynów i najczęściej jest to woda z cytryną i imbirem, zielona lub biała herbata z tajską cytryną i owocem granatu, kawa dyniowa lub herbata zimowa.

Pomimo, że wody smakowe częściej spożywamy latem, nie zapominam o nich również jesienią. Chociażby dla urozmaicenia, do ciepłej wody dodaję owoce o rozgrzewających właściwościach takie jak: malina, mandarynka, ananas, winogrono. W jednym z kolejnych wpisów przedstawię Wam swoje sposoby na picie w chłodniejszych miesiącach roku.

Kolejnym dobrodziejstwem są koktajle, które z jednej strony są źródłem wielu witamin, z drugiej dodają mi energii. Do moich faworytów należy np. szpinakowy, paprykowo-pomarańczowy, truskawkowy, pieruszkowy, karotenowy, jarmużowy, aroniowy i na końcu buraczany.

jeśli słodkie to tylko zdrowe i swoje

W ostatnich tygodniach zaobserwowałam wzrost mojego zainteresowania słodyczami. Dziwi mnie to o tyle, że praktycznie zupełnie się od nich odzwyczaiłam. Niestety czekolada wróciła do łask, więc postanowiłam wykorzystać ją w sposób, który w miarę usprawiedliwia moje zachcianki.

Przepisów na zdrowe desery w sieci jest mnóstwo i to właśnie je wykorzystuję teraz częściej, a co ważniejsze sama je przygotowuję. Sporo słodkich, a zdrowych i o dziwo przyśpieszających metabolizm przepisów znajdziecie tutaj, czyli na blogu Ewy z szybkaprzemiana.pl

rozsądna suplementacja

Ze względu na to, że nasz rodzinny sposób odżywiania jest dość zróżnicowany, nie stosujemy szczególnej suplementacji z wyjątkiem witaminy D3 przez cały rok (redukującej również tkankę tłuszczową), a jesienią i zimą włączamy tran i probiotyki. Te ostatnie tylko w chwilach osłabienia organizmu czy początkach infekcji, czyli jak sobie o nich przypomnimy 😉

Zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie naturalne produkty wspomagające naszą odporność typu: czosnek, cytryna, kapusta, imbir, malina, czarny bez, dzika róża, żurawina, zioła i tych na pewno dodaję do potraw teraz więcej ze względu na ich przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze i przeciwzapalne działanie.

w weekendy eksperymentujemy

Weekend to taki czas, kiedy możemy bardziej poszaleć w kuchni. Lubię wymyślać i testować ze swoimi dziećmi nowe potrawy modyfikując je i dostosowując do naszych potrzeb czy zachcianek. W ten sposób odkrywamy nowe dania, poznajemy właściwości nowych przypraw, ale też wdrażamy zdrowe nawyki żywieniowe, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Poza tym czas spędzony z dziećmi na wspólnym gotowaniu zbliża i sprzyja fajnym rozmowom rozładowując nagromadzone w ciągu całego tygodnia napięcie.

Właściwa dieta wpływa nie tylko znacząco na nasze zdrowie i samopoczucie, ale też działa motywująco na podjęcie aktywności fizycznej, a tylko te idąc w parze dają nam satysfakcjonujący efekt.

Poza tym warto pamiętać, że zdrowa dieta nie musi być restrykcyjna. Wystarczy, że będzie zróżnicowana i wartościowa, bez przetworzonych produktów, fast foodów i sztucznych barwników.

Nie porywam się też na wyzwania typu: miesiąc bez cukru, bo wiem, że ten cukier prędzej czy później pojawi się w innej postaci, a owoce, które zamierzam spożywać jesienią i zimą również go zawierają.

Już zupełnie na koniec poniżej znajdziecie kilka zajawek z mojego Instagrama potwierdzających, że wymienione wyżej założenia zostały już wdrożone przeze mnie w naturalny, wynikający z codziennych potrzeb sposób.

A jak wygląda Wasza dieta o tej porze roku? Macie jakieś swoje sposoby na utrzymanie ciepłoty ciała i jednocześnie nie kuszenie się słodkie czy bardziej tłuste produkty?

Dziś u mnie na obiad talerz rozmaitości zwany przez domowników zapiekanką. Ledwo go pokazałam na Insta Stories pojawiły się pytania: Co to? Jak smakuje? Jak się robi? Gdzie przepis? A proszę bardzo, bo to prosta receptura i awaryjna, kiedy brakuje pomysłu na obiad, aczkolwiek od razu uprzedzę, że nieco czasochłonna. Warstwowo przygotowujemy: podsmażony boczek/mięsko/kiełbasę z czosnkiem oraz cebulą, zielony groszek, ziemniaki w formie talarków (tutaj upieczone ze skórkami), sparzone pomidory, krótko obgotowane brokuły lub cukinię w talarkach. Całość przyprawiamy majerankiem i pieprzem, a następnie zalewamy niedużą ilością rosołu/bulionu. Na koniec przykrywamy żółtym serem, którego nie ma na zdjęciu, bo nic byście nie zobaczyli 😊 Zapiekanka ląduje w piecu na ok. 30 minut. . . . . . . . . . . . #conaobiad #zapiekanka #lunch #pornfood #dinner #homemademeal #favouritemeal #instadinner

A post shared by Aleksandra Bohojło (@esencjablog.pl) on

Zdjęcie główne: Brooke Lark z Unsplash

♥♥♥

Jeśli spodobał Wam  się ten artykuł lub uważacie, że może kogoś zainteresować, będzie mi bardzo miło jeśli go skomentujecie lub/i udostępnicie dalej. To wyraz uznania dla mojej pracy i zaangażowania, a także sprawienie mi ogromnej radości.

Jeśli chcecie być na bieżąco z kolejnymi wpisami na blogu i tym co udostępniam na kanałach społecznościowych, zapraszam do polubienia Esencji na Facebooku, zajrzenia na Instagram (jestem też codziennie na Instagram Stories) i odwiedzenia Twittera.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Podziel się:
Aleksandra Bohojło
esencja@esencjablog.pl
  • Fajny wpis 🙂 Ja do zimowego jadłospisu staram się wrzucić dużo zup-kremów. Lubię rozgrzewające herbaty z imbirem, pomarańczami albo malinami i miodem, próbuję też jeść ciepłe śniadania, ale przez tą ciemność za oknem czasem ciężko wcześniej wstać i pokusić się o przygotowywanie takich dobroci 🙂

    • No moje śniadanie musi być na ciepło, ale mam ten luksus, że czasami mogę je zjeść ok. 9-10:00, choć według zasad zdrowego odżywiania to trochę za późno. Tłumaczy mnie jednak późne chodzenie spać 😉

      • Ah, zazdroszczę 🙂 podobno wszystko zależy od danej osoby, także nie ma co się trzymać tak sztywno tych wszystkich zasad 🙂 ja się będę starała bardziej zmobilizować!

        • I to jest super myśl, bo tu od mobilizacji wiele zależy, ale też naszych możliwości bardziej niż chęci 😉

  • Szaman Shamansky

    Bardzo fajne, ciekawe porady i świetne zdjęcia 🙂

  • Wszystko, co rozgrzewa jest u nas na topie. Od herbaty i kawy, przez zupy, aż po pyszne dania główne z piekarnika – makarony, pulpety, zapiekanki. Jakoś tak jest zima, że potrzebujemy bardziej kalorycznych potraw. Czekolada i ziemniaki – tych w chłodnym czasie nigdy nie mam dość 🙂
    Dobrze, że przypomniałaś o witaminie D3, czas się udać do apteki 🙂

  • Odnośnie śniadania w wersji slow (które jem codziennie i zawsze na ciepło) to polecam Ci również wstawanie wcześniej – przed dziećmi. Ja tak robię, więc kiedy już wrócę do domu po odwiedzeniu córki do przedszkola, od razu mogę usiąść do pracy.
    Uwielbiam zupy więc teraz jesienią najwięcej gotujemy dyniowej z grzankami. Wróciliśmy do pieczenia ciast (w lecie nie robiliśmy ich aż tak często), tym samym unikamy słodyczy i staramy się w weekendy podobnie jak Ty eksperymentować w kuchni 🙂 Fajna ta jesień 🙂

    • Fakt jesień jest fajna, co widać również po Twoim komentarzu, a śniadanie w wersji slow to ja bym w Twojej kuchni zjadła z chęcią 😉

      Wstawanie przed dziećmi to marzenie mojej ściętej głowy. Ja chodzę bardzo późno spać, bo pracuję i tworzę w nocy – dla mnie najbardziej efektywnie, bo nic mnie nie rozprasza. Nawet jak jestem sama w domu, to czuję się rozproszona tym co dzieje się za oknem, psem, latającym motylkiem, wiewiórkami etc. 😀
      Zresztą ćwiczyłam kiedyś poranne wstawanie i źle mi z tym, bo potem przez cały dzień boli mnie głowa. Podobnie mam na Fit Campach. Poranne rozruchy skutkują bólem głowy.

      • Rozumiem…. ja z kolei unikam jak ognia pracy wieczorem czy w nocy (choć nie zawsze da się tego unikąć) ale wstaję wczesnym rankiem, zwłaszcza kiedy mam sporo na głowie. A w ciągu dnia mam zasadę „krystalicznej koncentracji” unikając wszelkich rozpraszaczy i skupiając się na jednym zadaniu w danym czasie. Tak żeby wycisnąć z tych kilku godzin 100% 🙂 Uściski!

        • Brawo, podziwiam, ja w ciągu dnia robię tysiąc rzeczy naraz i na pewno to nie pomaga w uzyskaniu „krystalicznej koncentracji”. Nawet jak wyłączę telefon i FB, to rozpraszają mnie inne rzeczy. Pewnie powinnam nad tym popracować. No i jestem typem sowy. Poranne wstawanie to dla mnie męczarnia i kara za wszystkie moje grzechy 😉

  • Próbowałam przypomnieć sobie, co u mnie najczęściej pojawia się na stole przy okazji jesiennych i zimowych miesięcy, ale mój jadłospis niespecjalnie zmienia się wraz z porą roku. Przybieranie na wadze również nie jest związane z porą roku, a główny tego powód zaczyna się na literę „f” 😉

    Czytałam Twoje przepisy na zupy i z pewnością je zrobię wprowadzając lekkie modyfikacje. Pierwszy raz natomiast słyszę o witaminie D3 i bardziej się nią zainteresuję. 🙂

    • Z tą witaminą D3, warto najpierw zrobić badania krwi na jej obecność i poziom, żeby też nie przesadzić 🙂

      • Najlepiej, bo na ulotce znajdziemy dawkowanie dostosowane głównie do wieku, a poziom witaminy D w organizmie może być jednak bardzo różny.

    • Witamina D3 jest jedną z form witaminy D. Obydwie mają to samo działanie i aktywność w takich samych dawkach. Nasz organizm jest w stanie sam ją wytworzyć, ale tylko przy odpowiedniej ekspozycji słonecznej, a tej nie ma u nas przez cały rok, stąd jej niedobory wśród aż 90% Polaków. Witaminę D i D3 znajdziesz w rybach, jajkach i serach.

      Generalnie witamina D ma szalenie ważne znaczenie dla naszego organizmu. Jej niedobory mogą wywołać krzywicę, zaburzenia pracy nerek, infekcje, alergie, obniżenie odporności, nowotwory.
      Temat rzeka.

      • Serów jem bardzo dużo 🙂 Muszę tylko zrobić coś z miejscem, w którym mieszkam i zwiększyć ilość słońca 😉

  • mniam! ależ pyszności! a nam ostatnio zachciało się rozgrzewającej zupy gulaszowej

  • Bardzo lubię Twoje zdjęcia 🙂
    Od jakiegoś czasu coraz częściej udaje mi się stworzyć coś z resztek jedzenia. Ciepłe zupy to podstawa w chłodne dni. Przyznam, że odstawiłam wody smakowe, muszę to zmienić

    • Czyżbyś uprawiała zero waste cooking? Z resztek jedzenia może powstać zupa-cud 😉

      • Tak, zupy cud, pyszne francuskie śniadania z resztek bagiety czy chałki 🙂 Ostatnio nawet zapiekałam resztki chleba jako podstawę babeczek z warzywami i jajkiem

  • Z powolnymi śniadaniami bywa różnie…Witaminę D3 zażywam w sezonie jesień-wiosna…Może za mało? No i masz rację, przydałyby się probiotyki, choć często sięgam po kiszonki, wiec chyba nie jest najgorzej.

    • Witaminę D powinno się zażywać tak naprawdę przez cały rok, ale najlepiej jest zbadać jej poziom w organizmie, wtedy dopiero można ustalić precyzyjną dawkę dostosowaną do jego potrzeb.

  • Monika, zresetowani.pl

    Świetny wpis 🙂 zupy krem u nas na topie, ale za to muszę bardziej się przyłożyć do wprowadzenia „zimowych” przypraw, które rozgrzewają 🙂

    • Ja uwielbiam zimowe przyprawy, a imbiru i czosnku nadużywam przy każdej możliwej okazji 🙂

  • Ja uwielbiam każdy poranek spędzi sama, mąż jest w pracy a dzieci jeszcze nie mamy, więc naprawdę fajnie się wyciszam przed ciężkim dniem w samotności. Naprawdę ciekawe porady. U mnie herbaty schodzą hektolitrami zimą i jesienią a szczególnie zielona 🙂

    • Fajnie jest mieć swój mały rytuał, który przygotowuje nas do dnia niekiedy pełnego wyzwań.
      Pozdrawiam życząc wielu takich wyciszających poranków 🙂